Nic DODAć nic ująć - opowieści z Biblii
2012-01-20
Nie jestem wielkim fanem Dody (wręcz jej występy bawią mnie niemiłosiernie) ale w tym przypadku jej bronię. Otóż za poniższe stwierdzenie dostała karę grzywny w wysokości 5 tysięcy złotych na podstawie artykułu o obronie uczuć religijnych.
"ciężko wierzyć w coś, co spisał jakiś napruty winem i palący jakieś zioła"
I rozumiem, że coś takiego mogło się wydarzyć na Bliskim Wschodzie, ale w środku cywilizowanej Europy? To chyba trochę lekka przesada. Przez takie procesy bliżej nam do Korei Północnej i Białorusi niż zachodu. Bo otóż wyobraźcie sobie, że Doda mówi coś takiego o autorach tekstów o Latającym Potworze Spaghetti i zostaje skazana. Poza tym czy ktoś słyszał w Polsce o obrazie uczuć innych niż katolickie? Był taki przypadek?
Oczywiście skoro nie ma w tym kraju wolności słowa i krytyki to można stosować różne sztuczki typu:
To w tym kraju nie można już powiedzieć, że autorzy Biblii byli napruci? Nie można powiedzieć, że mieli nieźle w głowach namieszane, a Biblia to stek bzdur? Naprawdę nie można powiedzieć, że to wszystko w Biblii przeczy samo sobie i doktrynie katolickiej? Nie można powiedzieć w końcu, że wiele z dogmatów jest idiotycznych, a sama wiara płytka i niemająca nic wspólnego z zasadami chrześcijaństwa?
Jak nie można zdaniem twierdzącym tego powiedzieć to przecież zadawania sobie pytań nikt nie zabroni. Albo coś takiego:
Jakiś pan na ulicy powiedział, że trzeba być nieźle "NAPRUTYM", żeby wierzyć w niepokalane poczęcie Maryi. Mówił, że nie wie, którym otworem z ciała dziecko się wydostało i jak Maryja została zapłodniona. Swoją drogą teraz to możliwe. In vitro, cesarka i ot następna Maryja gotowa.
I jeszcze jeden pomysł: Biblia śmierdzi. Oczywiście chodzi mi o mój egzemplarz, który poplamiłem PRZEZ PRZYPADEK czymś brzydko pachnącym. Nie śmiałbym tak powiedzieć ogólnie o biblii. Jeszcze bym musiał płacić grzywnę.
Wszystkich śmiertelnie urażonych przepraszam ale ja nic bym nie wskórał jeżeli ktoś by obrażał książkę, której jestem fanem i ja bym tego kogoś posłał do sądu. Bo załóżmy, że w Polsce mamy wyznawców Kościoła Jedi i ktoś naśmiewa się z książek na podstawie scenariusza do filmu i zostaje skazany za obrazę uczuć religijnych. Ot mówisz, że Jedi stworzyli jacyś napruci winem i dostajesz 5 tys zł kary.
Na koniec proponuję prowokację. Ja powiem, że "ciężko wierzyć w coś, co spisał jakiś napruty winem i palący jakieś zioła", mówiąc o tekstach o Latającym Potworze Spaghetti, a jego wyznawca, będąc głęboko urażonym, wytoczy mi sprawę w sądzie i powoła się na wyrok jaki zapadł w sprawie Dody. Ktoś chętny?
Tak na poważnie. My się tu śmiejemy a na zachodzie np taki Der Spiegel pisze, że: "Polska zmierza w kierunku teokracji i czegoś w rodzaju szariatu" I ma rację.
Wyobraźcie sobie, że żyje sobie człowiek, który mając 21 lat dowiaduje się o tym, że jest śmiertelnie chory i lekarze dają mu najwyżej 5 lat życia. Ten oto człowiek poświęca się i zostaje teologiem walczącym na argumenty z niewiernymi w czym odnosi świetne sukcesy. Wyobraźcie sobie, że ten człowiek zamiast przeżyć 5 lat i w wieku 26 umrzeć kończy lat siedemdziesiąt. Wyobrażamy sobie tak? Ten oto człowiek zapiera się, że to dzięki modlitwom. Do tego zyskuje światową popularność i jest czczony przez wielu już za życia. Co się dzieje po jego śmierci? No co?
Ten oto człowiek zostaje świętym. Dałbym sobie rękę uciąć. Cud jak malowane.
A teraz wracamy do rzeczywistości. Jeden z największych geniuszy naszych czasów mając 21 lat dowiedział się, że życia pozostało mu lat pięć ze stwardnieniem zanikowym. Ten człowiek nie poddaje się i zamiast zemrzeć jak lekarze prognozowali, dobija siedemdziesiątki. Dokonuje wielu odkryć w dziedzinie fizyki i wspiera argumentami ateizm twierdząc, że Bóg potrzebny nie jest, że "nie ma czegoś takiego jak Bóg". Cud jak się patrzy, ale jakoś tak świętym ten pan raczej nie zostanie. Przeczytam niedługo parę jego książek. Odczuwam taki obowiązek. W wakacje na pewno. I wtedy też podzielę się recenzją.
I oby jeszcze wiele zdołał Stephen Hawking odkryć.
Donald odbiera wszystkim (proporcjonalnie najwięcej biednym) - Donalda kochają wszyscy. Jak bardzo trzeba być ślepym, żeby tego nie widzieć pod przykrywką ładnych słówek i tłumaczeń, że to konieczne? Tracą chorzy przez droższe leki, tracą lekarze przez gorsze przepisy, traci (już od wielu lat) służba zdrowia przez NFZ, który nie chce płacić za dodatkowo obsłużonych pacjentów. Tracą studenci przez drugi płatny kierunek i gorzej obliczane stypendia. Tracą emeryci i renciści, kiedyś poważani, teraz na skraju nędzy. Tracą nawet regionalne centra krwiodawstwa, o czym poinformowała mnie pracująca tam lekarka. Tylko jakoś bogaci i kler nie tracą. Jakoś tak kryzys ich nie obejmuje. Jak firma źle prosperuje to nie traci pracodawca, tylko pracownik, bo ustawa antykryzysowa pozwala na jego większy wyzysk. Lecz Donald "wszystko na odwrót" Tusk wie jak manipulować ludźmi. Biednym, przyzwyczajonym do trudnych warunków życia powie, że muszą trochę jeszcze zacisnąć pasa. Bogatym, przyzwyczajonym do rozpinania pasa żadnych przywilejów nie odbierze. Powie to w taki sposób, że wszyscy będą zadowoleni, mimo, że większość będzie miała gorzej.
Plujcie sobie w twarz, że wybraliście znów PO, bo wcale lepiej nie będzie. Oczywiście można głosować na PO, bo za rządów PiSu byłoby sto razy gorzej, ale to taki tok myślenia na skróty. Tymczasem Ruch Palikota przedstawia sobą alternatywę, wybiera nietuzinkowe rozwiązania i chciałby oszczędzać w inny sposób niż tylko na najbiedniejszych. Są na to sposoby, tylko są one trudniejsze i trzeba trochę pomyśleć, a wiadomo, że jak się jest już tyle lat przy władzy to myśleć się odechciewa.
Jest szansa, żeby wymienić tych rozleniwionych nierobów na całkiem nową kadrę, która mogłaby nas godniej reprezentować. Senat zamienić na grono ekspertów. Ciemnogród na nowoczesne państwo. Tylko trzeba trochę pomyśleć. Według sondażów ulicznych zachciało się już pomyśleć osiemnastu procentom Polaków. Poparcie dla Ruchu Palikota rośnie - jest szansa.
Przeczytałem kiedyś w podstawówce książkę. Przypomniałem sobie o niej niedawno. Zaledwie parę szczegółów i fakt, że byłem nią zachwycony. Przez ponad rok myślałem usilnie co to była za książka i jak ją odnaleźć, bo tytułu nie pamiętałem. I w końcu bozia Google mi pomogła. Książka nosi tytuł: Momo, czyli osobliwa historia o złodziejach czasu i dziecku, które zwróciło ludziom skradziony im czas i jest to opowieść krytykująca konsumpcjonizm, opisująca pojęcie czasu. Oczywiście tego wtedy nie byłem świadom do końca. Pokusiłbym się o najwyższą ocenę tej książki ale muszę ją najpierw jeszcze raz przeczytać. Jest to chyba najlepszy dowód, że od zawsze miałem pociąg do fantastyki.
Pamiętam opis dziewczynki, do której przychodzili ludzie i powoli opowiadali o wszystkich kłopotach, bo ta dziewczynka w zabieganym świecie była jedną z niewielu osób, które potrafiły naprawdę wysłuchać drugiego człowieka. Pamiętam walkę ze złodziejami czasu i Beppa, zamiatacza ulic, człowieka spokojnego i wykonującego swoją pracę powoli i skrupulatnie. Doczekać się nie mogę przeczytania jej po raz kolejny ale pozwolę sobie na tą przyjemność pewnie dopiero po feriach.
Tak jeszcze dodatkowo wspomnę o innym odkryciu. Znalazłem stronę podobną do filmwebu, tylko na temat książek. Oceniasz książki i po jakimś czasie portal generuje propozycje tych, które mogą Ci się spodobać. Ciekawa sprawa i na pewno wypróbuję. BiblioNETka. www.biblionetka.pl
Gra z pompą i znów zakupi za zebrane pieniądze pompy insulinowe dla kobiet ciężarnych z cukrzycą oraz sprzęt dla noworodków.
Biorę w tym udział, bo wiem, że Owsiak nie zawiedzie. Nie to co Caritas, który ma za sobą masę afer oraz poprzez swoje kościelne korzenie może być nieobiektywny w udzielaniu pomocy potrzebującym. WOŚP nie patrzy na to kto jakiego jest wyznania. Nie ma nawet takiej możliwości, bo zakupiony sprzęt trafia do szpitali.
Między innymi to dlatego WOŚP cieszy się największym zaufaniem społecznym (większym też od Caritasu). Dlatego też, że sprzęt zakupiony przez WOŚP jest najlepszym i sprawia, że pacjent w Polsce może poczuć komfort na najwyższym światowym poziomie. Często jak zbierałem pieniądze ludzie mówili: wspieram, bo ten sprzęt mnie uratował... Tylko jakieś kółko maryjne wciąż nie może się do Owsiaka przyzwyczaić.
Ciekawostką w tym roku jest chopper wystawiony na licytację. Chopper, który przyjechał z Ameryki, z firmy, która na Discovery pokazywała jaki sprzęt tworzy. Coś wspaniałego. Jeśli macie ponad 30 tys - możecie aukcję przebić. http://aukcje.wosp.org.pl/show_item.php?item=539489
I to właśnie ten dzień (a nie jakieś trzeciorzędne świątka jednej dominującej religii) powinien zostać świętem narodowym, bo coś takiego jak WOŚP jest ewenementem na skalę światową stworzonym przez wszystkich Polaków. I to Jerzy Owsiak po swojej śmierci powinien zostać pochowany na Wawelu w przyszłości. Szkoda, że jest tak, że teraz chowa się tam stronniczych nieudaczników.
P.S. W roku zawsze czekam na dwie rzeczy. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i Przystanek Woodstock. I przed każdym wydarzeniem jestem nieźle zaaferowany i podekscytowany (co niektórych nawet wkurza). :)
Święta minęły, a ludzie, te belzebuby jedne, w ogóle się nie opamiętali... Nie dość, że Palikot NIE złożył fałszywego oświadczenia majątkowego o co go posądzali to jeszcze Ruch Palikota zamiast tracić na walce o świeckie państwo - zyskuje. Według sondażowni, która najlepiej sprognozowała wyniki wyborów (ta, która przeprowadzała uliczne sondaże) Ruch Palikota popiera teraz i zagłosowałoby na niego ok 18 procent wyborców. Kto się w tym momencie zacznie śmiać, niech sobie przypomni śmiech ludzi, którzy nie wierzyli, że Palikot może mieć tych procentów 10.
Tym razem Holandią wstrząsnęły wyniki raportu Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu (!). Raport ten przedstawia podsumowanie liczby przestępstw seksualnych na dzieciach w latach 1945-1981 przez kler. Wyobraźcie sobie taki mały kraik jak Holandia, w którym w tym okresie było molestowanych DWADZIEŚCIA TYSIĘCY dzieci. Do tego dochodzą fakty, że Kościół holenderski przestępców ukrywał. Holandia jest 15 z kolei krajem w którym wybuchł skandal pedofilski... To chyba świadczy o jakiejś prawidłowości, co nie? Być może dziecko waszego sąsiada, być może wasz sąsiad był kiedyś molestowany.
Oczywiście może coś mi się na święta pomieszało i w końcu nasz e-blogowy ksiądz sprostuje i wda się w polemikę twierdząc, że to statystycznie normalne i że wcale a wcale nie ma więcej pedofilów wśród kleru jak w każdym innym środowisku. Byłoby mi wstyd gdybym należał do takiej organizacji, która świadomie chroni swoich "pracowników" tylko i wyłącznie dla swojego dobra - nie myśląc o dobru ofiar. Ciekawe co powie przeciętny ksiądz, kiedy taka afera wybuchnie w Polsce. Czy wtedy jakiś ksiądz na jakimś blogu napisze: to statystyka dała o sobie znać i wśród księży to normalne, że 1 % to pedofile?
Ale może, żeby nie było tak przerażająco przed świętami to pokażę obrazek pana z Polski, którego prowokacja wzbudziła znacznie większy skandal i oburzenie niż to co się dzieje często na plebaniach czy w kościołach. Temu panu grozi więzienie za obrazę uczuć religijnych, kiedy w tym kraju ksiądz pedofil dostaje wyrok w zawieszeniu. A oto prowokacja tego artysty:
Jest jedna rzecz, która sprawia mi przyjemność. Kupowanie bliskim prezentów. Chociaż wiąże się to ze stresem. Spodoba się? Czy wywoła ten błysk w oku? Czy dobrze słuchałem przez cały rok? Bo nie... mili Państwo, nie pójdę na łatwiznę i nie zapytam na tydzień przed świętami. No to taka mała przyjemność. A co poza tym?
Świąteczny nastrój? Ktoś krząta się po domu i nuci świąteczny hit? Albo staje się bardziej życzliwy powiecie? Otóż nie. Ktoś biega po sklepach, ktoś zestresowany częściej krzyczy i każe innym biegać. I taki nastrój sprawia, że chce się od tego uciec. I jest się przekonanym, że wigilijna kolacja przeminie w miłej atmosferze, a wieczór lub ranek następny będzie nacechowany kłótnią i wyrzutami. Bo tak to jest jak się o byle gówno ma do kogoś żal.
Jest jednak nadzieja. Te święta spędzę w innym miejscu. Być może w bardziej rodzinnej atmosferze. Co ciekawe dzięki temu dowiedziałem się, że jest taki dziwny zwyczaj, że w Wigilię nie je się mięsa. Jak ten świat ludzi zaskakuje...
Śniegu oczywiście nie będzie. Choinki pewnie też. Będą prezenty i wezmę się za czytanie (kolejny raz) Eragona, żeby sobie wszystko przypomnieć i wziąć się za ostatnią jego część.
Te święta można podsumować tak, jakby ktoś mi składał życzenia w krzywym zwierciadle: Spokojnego Sylwestra i szalonych świąt Bożego Narodzenia.
Tak zupełnie abstrahując od tematu niedługo pewnie w mediach powiedzą, że morderca Popiełuszki był współzałożycielem Faktów i Mitów oraz bratem Romana Kotlińskiego. A Ruch Palikota w sondażach rośnie...
Coś wesołego z płyty Idą święta 5. "Trójko, o Tobie marzą żonate oraz single. Trójko, ja żyć bez Ciebie nie potrafię, nie.(...) Trójko, dla Ciebie nadal prężą się anteny!..." :)
Ponoć jak się widzi, że komuś jest gorzej to człowiekowi się robi lepiej. Jakoś tak sobie tego nie mogę wyobrazić, bo myślałem, że się rozkleję czytając o matce z córką mającej tylko 600 zł na wszystko lub o rodzinie z kalekim mężczyzną, gdzie ona dostaje 200 zł zasiłku (śmiać się czy płakać?) a on 600 zł renty (płakać czy się śmiać?). Śmiać się czy płakać, kiedy czyta się o tym, że wyczuwają gaz w mieszkaniu, ale się tym nie przejmują, bo to przestanie być problemem, gdyż niedługo gaz się skończy i kuchenka nie będzie już niebezpieczna.
Takie czcze gadanie. Zrobiło mi się cholernie przykro, że nikomu nie pomogłem. Póki co mogę zarekomendować jedną płytę: Idą Święta 5 - dochód w całości przeznaczony na fundusz edukacyjny dla Rodzinnych Domów Dziecka... Przyjemnie się płyty słucha (i nie tylko świątecznie).
"Warto wierzyć w coś naiwnie, a że czasem ktoś nas kiwnie, kiedyś sam przekona się, co jest złotem, a co nie."
Są takie dni, które można uznać za idealne. Wstaje człowiek wykończony o 5 rano... i mile zaczyna dzień. Szykuje się, wpada na pomysł oddania krwi i wychodzi. Przed wyjściem obowiązkowo całuje (co jest największą przyjemnością) śpiącą niewiastę w czoło i rusza. Krew oddaje, czekoladę dostaje i odwdzięcza się nią za przysługi znajomych... Nie musi iść na zajęcia i kiedy mówi wykładowcom dlaczego go nie było, oni wszystko rozumieją... Następnie rusza do gimnazjum i pyta o praktyki. Te nowoczesne szkoły z antywłamaniowymi systemami (coby zamachowiec samobójca musiał się najpierw przedstawić zanim wejdzie). I wchodzi sobie taki ja i rozmawia z pracowniczką sekretariatu. Taki ja w skórze i glanach pyta o praktyki i nadrabia miną. I chyba ten ja się spodobał, bo i ta pani bardzo uprzejma (ponoć starsze kobiety mnie lubią). I milej się robi i lepiej, kiedy można przez samo słuchanie kogoś nieco się "ukulturnić".
Nadal nie wierzę, że będę robić to co chcę i z pewnością polubię.
Co do oddawania krwi jeszcze to najgorsze nie jest samo oddawanie, czy wkłucie, a oczekiwanie na wizytę u lekarza i jego (jej) decyzję czy zostało się zakwalifikowanym. Do oddawania trochę się już przyzwyczaiłem, ale gdyby nagle zadzwonili do mnie, że potrzebują mojego szpiku - zgodziłbym się z niemal orgazmiczną przyjemnością.
Wyrażam swoje ogólne zadowolenie swoim ogólnym stanem rzeczy i ogólne niezadowolenie ogólną sytuacją w kraju...
Ale bez narzekania. Przedstawiam teraz skecz, który według mnie jest jednym z najlepszych. Tak zamiast muzyki (choć nie do końca). O tym, że polski folklor ważnym jest :) Nadal się zastanawiam jak im się udało zachować powagę i tragiczne miny...