Stygnę | Tomasz W. Opalenica | Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem... Humanizm, racjonalizm, ateizm, relatywizm!
Stygnę 2014-03-21

Nie poczuwam się już do roli jakiegokolwiek wodza jakiejkolwiek rewolucji. A kiedyś w głowie tyle było głupot o tym jak to świat chciało się zmieniać. Listy do lubianej kiedyś gazety, wyzywające treści na koszulkach, pieszczochy i inny niepotrzebny osprzęt, kłótnie i dyskusje. Nadal mam swoje poglądy, ale jednak nie uważam już, że takim zachowaniem jak wcześniej coś w społeczeństwie zmienię. Nadal, kiedy ktoś mnie zapyta, powiem bez wstydu: jestem ateistą, antyklerykałem, mam lewicowe poglądy; ale jakoś już mnie nie kręci rozmowa o tym dlaczego nim jestem, a dlaczego ktoś nie jest.


Stygnę. Bardziej mnie przejmuje to co blisko i to co dotyczy mnie bezpośrednio. Jakieś tam abstrakcyjne tematy, Boogie za chmurami, czy Jehowi pukający do drzwi (o ile nie są to moje drzwi) mniej mnie interesują. Więcej we mnie sentymentów, więcej wspomnień i jednocześnie dużo radości z tego co się ma (choć nie byłbym Polakiem, gdybym nie narzekał na swój kraj - a jest przecież na co narzekać). Już nie potrzebuję pieszczoch i innych skór po to aby słuchać swojej ulubionej muzyki, nie mam naszywek, którymi chcę szokować. Postanowiłem sobie tylko, że jeszcze kiedyś zapuszczę włosy. Ściąć musiałem przez łysienie androgenowe, ale walczę z nim skutecznie i w końcu znów poczuję wiatr we włosach. A nawet jeśli nie to zapuszczę brodę - na złość wszystkim i wszystkiemu.


Z większym uczuciem kolekcjonuję książki, wsłuchuję się w słowa piosenek, ale to chyba jednak nadal ja. Czasem naiwny, czasem nerwowy, lecz, koniec końców, bardziej statyczny niż ruchliwy. Aktualnie zaczytuję się w Metrze (trylogia Andrieja Diakowa "Do światła", "W mrok" i "Za Horyzont"), co chwilę sprawdzam w google grafika jak wygląda np. ciężki karabin szturmowy aby lepiej wyobrazić sobie rozstrzelanego mutanta, powstałego w wyniku skażenia ziemi po wybuchu jądrowym. I już wzdycham do nowej zdobyczy: przed sobą mam prawie 900 stron Ziemiomorza Ursuli Le Guin. Istny klasyk.


Odkąd zaczytałem się w Harrym Potterze (a następnie w ukochanym Władcy) uważam, że największą wartość mają książki, które nie odzwierciedlają rzeczywistości, a pozwalają zanurzyć się w innym świecie. Dlatego nie interesują mnie jakieś dokumenty, rozważania czy książki historyczne.


Stygnę, ale nadal lubię się wyszaleć na koncercie (choć zwybredniałem). Nadal mam ochotę jakimiś drobiazgami wpływać na innych. Ostatnio wkurzają mnie bardzo śmieci, koło których codziennie przechodzę w moim nowym miejscu zamieszkania. I coś chyba będzie trzeba z tym zrobić. Obmyślić plan i go zrealizować.


No i zakorzeniłem się ostatecznie w jednej osobie. Mam nadzieję, że te korzenie nie tylko czerpią, ale i dają. Taka symbioza, potrzeba współistnienia.


I teraz, kiedy tu siedzę sam i tęsknię, bardzo odpowiednio brzmi piosenka z nowej płyty Świetlików:


 







Dodaj komentarz


kimjestem 2014-03-29

To tylko dowód na to, że ludzie się zmieniają. Myślą, że się starzeją i wybrednieją. Po prostu nie da się żyć ciągle tym samym rytmem, czasami trzeba coś w sobie, w swoim życiu zmienić. Powodzenia :)

Tupack 2014-03-25

No ja myślę, że próby usamodzielnienia (o ile nie kończą się totalną klapą) zawsze wpływają pozytywnie. :)

Jacqueline 2014-03-21

Tupack, ta notka, a raczej Ty w tej notce jestes jednocześnie sobą a z drugiej strony zupełnie nowym człowiekiem. Życie z kimś, mieszkanie na swoim zmienia człowieka. U Ciebie wypadło bardzo pozytywnie:)

e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]