Zaraz będzie... Andrzeeej! | Tomasz W. Opalenica | Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem... Humanizm, racjonalizm, ateizm, relatywizm!
Zaraz będzie... Andrzeeej! 2014-08-04

Czyli hasła coraz rzadziej słyszane na Woodstocku. Czyżby się trochę przejadły? Albo to nowa fala woodstockowiczów nie ogarnia? Kiedyś całe pole krzyczało "Whazzzuuuup?!", teraz krzyczę tylko ja. I jakiś się przy tym staro-młody czuję. "Zaraz będzie ciemno" ze świetnego filmu "RRRrrrr - kiedy jaja miały kły" ze spontanicznego tłumu wyszło na scenę i już nie brzmi tak samo. Mało kto szuka Andrzeja.


Jednak nastrój Przystanku niewiele się zmienił. Nadal jest szalenie przyjemnie, bezpiecznie, ciekawie i zaskakująco. Przy Allegro pojawił się diabelski młyn, do którego, żeby się dostać, trzeba było przejechać 2 km na rowerze stacjonarnym i czekać ponad dwie godziny (jednak widok był oszałamiający). Nowy piwny sponsor rozdawał kubki z lodem do piwa i zamontował zraszacz z którego na ludzi leciała chłodząca mgiełka. I nie było słychać ze sceny w wiosce piwnej głupkowatej techniawki, a klasyki rocka. I choć nie spotkałem prawie nikogo z opalenickiej ekipy (pozdrowienia dla Guziola i Sławola) to jednak było super nam samym w towarzystwie rozentuzjazmowanego tłumu.


I trzeba było zjeść u Kriszny, po czym cierpimy do teraz. Trzeba było pójść do błota na niektórych koncertach i mieć kontakt z medycznym patrolem (który raz chciał pomóc, a raz nie chciał). Było się również na ASP (co jest rzadkością). Zostaliśmy zaproszeni na wykład "Radosny seks - Jak utrzymać namiętność w długotrwałym związku?". Trochę prowadzący odszedł od tematu i na pytanie nie odpowiedział, jednak był przezabawny i interesujący. I wbrew podejrzeniom Jezusów (Jezusowiczów? Mieszkańców przystanku Jezus?) nie było tu mowy o pozycjach czy metodach, a bardziej o powodach.


Piwo, wino, kobieta i śpiew. Coś pięknego. No i koncerty:


T.love - zagrali na początku kiepsko, ale z czasem wrócili do klasyków i tańczyło się do momentu, aż się nogi w dziurze nie wykręciło.
Na piątek to tyle. Z namiotu było słychać kiepskiego The Billa, który obmyślał plan.


Carrantuohill rozwalił mnie totalnie. Poszedłem do błota i tam tańczyłem w folkowo irlandzkich rytmach. Zajebiście.
Lao Che - zaraz po karaluchach. Równie przyjemnie. Jak się nie zna tekstów, to można iść w pogo i dobrze się bawić. Jeśli się je zna - można stać daleko od sceny i drzeć się do zdarcia gardła. :)
Acid Drinkers - no cóż. Raz mi się podobają, a raz nie. Tym razem było średnio.
I śpiąc w namiocie słyszałem Kapelę ze wsi Warszawa i żałowałem, że nie grali wcześniej, bo bym się przeszedł.
Były jeszcze Łzy, których muzycy z nową wokalistką, zebrali istny tłum pod małą sceną.


I zaczęła się sobota. Ktoś w końcu zaczął wołać Andrzeja. A na scenie pojawiły się czyjeś Piersi (już nie Kukiza, ale nowy wokalista również niczego sobie). Co prawda nie byłem pod sceną, ale miło było sobie pośpiewać przy namiocie, że "trzepała Zośka dywan" i że "spotkamy się z Ryśkiem w kościele".
Jelonek - totalny woodstockowy klasyk. Znów dał radę. Z filharmonią gorzowską zmasakrowali kilka klasyków. W błocie pogo i totalne szaleństwo.
I w końcu to co rozwaliło mnie totalnie - COMA - przeogromny tłum ludzi i świetny Rogucki na scenie. Zastanawiam się skąd miał tyle siły. Rozkręcił koncert i gdy krzyczał "w górę ręce" - całe pole słuchało. Od sceny do ulicy.


Ok 750 tysięcy Woodstockowiczów. I wcale nie potrzeba było jakiejś wielkiej "gwiazdy" w stylu Prodigy. Woodstock jest marką samą w sobie.


Na koniec Rogucki z zespołem Frontside (tych niestety na Woodstocku nie było) i fotka ze strefy Allegro.


 


Allegro


P.S. Ponoć w chuście wyglądam, jakbym miał raka. Ale mam to w dupie. Lubię swoje chusty. (i brodę też!).







Dodaj komentarz


Tupack 2014-08-05

No właśnie mnie już wtedy nie było. Jechaliśmy o północy z Kostrzyna. Mądry Tomek zamówił bilet przez internet i dokładnie wszystkiego nie ogarnął i wydrukowało powrót na kilka minut po północy. Ale w sumie to nic, bo przynajmniej odpoczęliśmy szybko.

Nie napisałem jeszcze, że ukradli mi na Woodstocku glany spod namiotu. Byłem w szoku. Dwa razy klejone, nieszczelne, brzydkie i stare, a ktoś się skusił :D

Didu 2014-08-04

Nie wspomniałeś o zespole Accept !!!!! Kuuu.... oni to dopiero dali czadu ! Niestety zabrakło mi sił po pchaniu samochodu przez prawie kilometr, po Jelonku i Comie. Ale chociaż się stało i słuchało to w głowie była myśl : WARTO BYŁO PCHAĆ TO AUTO ! :)

e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]