Tomasz W. Opalenica | Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem... Humanizm, racjonalizm, ateizm, relatywizm!
Po PGR-owskie oodpady 2010-11-28

Bo tak są traktowani.


100 tys. ludzi, którzy kiedyś pracowali w PGR-ach nadal żyje na skraju nędzy i ubóstwa. Problem jest... i jest zamiatany pod dywan.
Rząd ma w dupie tych ludzi. Nie ma pomysłu na pomoc, wprowadzenie ich ponownie na rynek pracy... W wielu miejscowościach PGR-y były jedynymi dużymi ośrodkami zatrudniającymi ludzi. Teraz mamy tam szarą plamę na mapie. Bo jak chcą to pracę znajdą, sami się dokształcą i w ogóle gdyby byli gospodarni... czyli wszystko to ich wina, nawet fakt, że nie mają pieniędzy dla dzieci na szkołę, dojazdy, ubranie i wyżywienie...
Problem jest i warto go zauważyć. Wystarczy trochę empatii i wyobraźni. Bo co by było gdybyśmy to my znaleźli się na ich miejscu. Czy znalazłby się kapitalista, który w takiej sytuacji mówiłby, że pomoc socjalna jest zła i służy rozprzestrzenianiu się złodziejstwa? Że równe podatki dla wszystkich są dobre? (Co pogrążyłoby najbiedniejszych) Że praca jest, tylko trzeba chcieć? Otóż niekoniecznie...


HIPOKRYZJA 2010-11-25

Czyli coś co mnie bardzo irytuje w ludziach.


I mamy tutaj prosty przykład. Fanatyzm religijny. Odniosę się tutaj konkretnie do Katolicyzmu, ponieważ to ta religia ma największy wpływ na moje życie (i każdego nawet najbardziej radykalnego ateisty w Polsce).


Odnoszę coraz częstsze wrażenie, że osoby, które najbardziej i najgłośniej obnoszą się ze swoją wiarą (nie wspominajmy nawet, że wtedy też najczęściej jest to wiara na pokaz) najczęściej też są nietolerancyjne względem osób o innych poglądach, seksualności, innego wyznania...


Przykład. Tekst opowiadający o tym, że facet rozstał się z żoną i teraz jest z inną (tekst mający nas uczyć języka, a nie moralności). Jak reaguje na taki tekst pewna Pani? Ano nazywa "tą drugą" szmatą (co ciekawe opisując ten tekst w obcym języku przy całej sali i nauczycielce), a po cichu jeszcze dodaje, że on to dziwkarz.


Takich przykładów jest więcej. Wystarczy przejrzeć chociażby forum Frondy, lub różne portale, albo nawet wypowiedzi niektórych hierarchów.


Rodzi się pytanie, gdzie tu jest miejsce na miłość bliźniego, zasadę miłuj bliźniego jak siebie samego, czy już bardziej świeckie nie czyń drugiemu co tobie niemiłe? Czy takie osoby dorabiają sobie gwiazdkę do tych reguł z dopiskiem: ale tylko tych prawych, lub: tylko niektórych?


Jak to się ma do Kościoła, który przedstawia się jako opiekuńczy i przepełniony miłością? Czy Ci ludzie sobie niektóre zasady olewają, czy może to już jest jakaś sekta, która odrzuca niektóre nauki? Jak to odbierać? Pewny nie jestem, ale wiem, że trąci to na odległość HIPOKRYZJĄ.


To tak jakby ktoś krytykował seks przedmałżeński i sam go uprawiał. :)


Pozdrowienia


Mówił - wiersze 2010-11-21

Mówił

Mówił
żyjący na granicy szaleństwa i normalności.
Wynurza się, unosi wyżej, ocieka z błota
widząc nowe, inne, Piękne i Czyste
tworzące nową rzeczywistość płci
przeciwnej z wytapetowaną na twarzy
perwersyjnie gładką Miłością!

Bez zmarszczek, zagnieceń,
zaszłości i pozostałości,
i promieniuje, oczyszczając
wynurza, unosi i otrzepuje z błota.

Mówi w czyśćcu
i wychodzi i opłukuje się i czuje
wytapetowaną na twarzy perwersyjnie
gładką MIŁOŚĆ!


Russellowe opowiastki 2010-11-14

Paradoks Russella:


Rozważmy zbiór V zawierający wszystkie zbiory X takie (i tylko takie), że X nie jest elementem X.


Zadajmy teraz pytanie - czy V jest elementem V? Jeśli tak, to wtedy V nie spełnia własności elementów zbioru V, więc nie jest elementem V. Jeśli zaś założymy, że V nie jest elementem V, to wtedy (zgodnie z definicją V) V musi być elementem V. W ten sposób dochodzimy do sprzeczności.


Zdaję sobie sprawę, że większość tego nie zrozumie (i ja też bym nie zrozumiał), dlatego podaję prostszą do wyobrażenia wersję:


"Fryzjer, mieszkaniec pewnego miasta, goli wszystkich mieszkańców, którzy sami się nie golą, i tylko ich. Czy fryzjer goli się sam?"




Russell z kpiną mówi, że na miano wolnomyśliciela zasługują nawet osoby mające takie samo zdanie na dany temat jak naczelni teologowie ich wyznania:
    "Jeżeli Arab wychodząc od pierwszych zasad rozumu ludzkiego zdoła wydedukować, że Koran nie został stworzony, ale istniał odwiecznie w niebiesiech, może być uważany za wolnomyśliciela, jeśli zechce wysłuchać argumentów przeciwstawnych i poddać swoje rozumowanie krytycznemu zbadaniu. Podobnie i Europejczyk, który opierając się na definicji miłosierdzia potrafi udowodnić, że Bóg okazuje swe najwyższe miłosierdzie skazując swym wyrokiem niemowlęta na wieczne potępienie, jeżeli zdarzy im się umrzeć, zanim kto spryska je wodą w takt pewnych magicznych zaklęć, będzie uważany za przedmiot spełniający naszą definicję."


Politycznie... bo dawno mnie tu nie było. 2010-11-10

Geje całują się przed papieżem w Hiszpanii (mają prawo i... brawo im, że z niego korzystają), Kaczyński coś krzyczy jak zwykle o tym jaki to on biedny, jak nastają na jego życie i jak to te podłe świnie używają języka nienawiści, którego to on w ogóle nie używa, ktoś tam wspomni o in vitro, którego i tak nie będzie, bo Kościół mówi "NIE", a politycy tego "NIE" się boją. I nikt nie myśli o dramacie rodzin, które starają się o dzieci. Ale już np krzyku Kościoła nie słychać, kiedy mówi się o wielodzietnych rodzinach, które nie mają co do garnka włożyć (a to przecież też efekt mówienia "NIE" antykoncepcji). Tak samo aborcja... co tu dużo mówić. Płód jest ważny, krzyczy się, kiedy matka chce decydować o swoim macierzyństwie, ale kiedy już urodzi wszyscy się rozchodzą i nawet nie szepną, kiedy to właśnie dziecko zaczyna cierpieć nędzę, lub będzie dziać się mu krzywda. Paranoja, patologia i przede wszystkim HIPOKRYZJA.


Ale wyobraźmy sobie, że jest inaczej:


Kościół zamiast głośno mówić "NIE" in vitro - równie głośno mówi "TAK" dożywianiu dzieci. Mając tak wielki wpływ na politykę i polityków zlikwidowałby tym samym problem niedożywienia dzieci! Politycy posłusznie by się zgodzili na zwiększenie funduszy na ten cel. I chyba nikt by wtedy nie miał za złe, że Kościół miesza się w politykę. Ale to "TAK" nie przynosi korzyści i dlatego się tak go nie słyszy, nie jątrzy i nie budzi podziałów. To "TAK" nie idzie w parze z celami Kościoła i ideologią, w której zlepek komórek jest ważniejszy od żyjących już na tym świecie dzieci.


A gdyby tak Kościół w końcu powiedział "TAK" wychowaniu seksualnemu/antykoncepcji? Mniej wielodzietnych rodzin. Więcej planowanych i CHCIANYCH dzieci, a nie niespodzianek, bo któraś dziewczyna myślała, że jak wypłucze colą to nie zajdzie... że jak on wyjdzie wcześniej to nic się zaś nie stanie...


Ale niestety drodzy Państwo nie żyjemy w nowoczesnym, świeckim kraju, a KrK nie jest postępową religią. To przykre. To przytłaczające. To trzeba zmienić!


Pozdrowienia.


Tupack


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]