Tomasz W. Opalenica | Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem... Humanizm, racjonalizm, ateizm, relatywizm!
Moje pierwsze tłumaczenie 2011-02-15

Pewno z błędami i niezbyt poetycko, ale jak zacząłem to już nie mogłem się powstrzymać. W wersji oryginalnej:







Moje tłumaczenie na Rosyjski:


Никогда не будет такого лета
Никогда не будет такого лета
Никогда полиция не будет такая любезная
Никогда
пожарная ожрана не будет такая быстрая и чёткая
Никогда не будет такого лета

Никогда сигарета не будет такая вкусная
а водка такая холодная и питательная
Никогда не будет так красивых девчонок
Никогда не будет так вкусных пирожных

У представительства нашей страны не будет таких результатов уже никогда
Никогда не будет таких копчёности такой coca-coli такой горчицы и такого молока
Никогда не будет такого лета
Никогда не будет такого лета
солнце не будет уже никогда так чудесно восходить и заходить
луна не будет так красиво висеть
Никогда не будет такого телевидения, таких цветных газет
Никогда не будешь для меня такая милая
Никогда священник не будет говорить так умных проповеди
Никогда органист так красиво заиграет
Никогда бог не будет так близко
так чувствительный и добрый как теперь

над горизонтом сверкают молнии и слушно лязг железа
Никогда не будет такого лета...


Człowiek z jajami 2011-02-14

Nie jest to Tusk, który trzęsie portkami przed lobby finansowym (towarzystwa emerytalne) i proponuje byle jakie kompromisy. Nie jest to też Balcerowicz, który został "profesorem na posyłki" tychże towarzystw. Nie jest to nawet żaden mężczyzna. Kto więc z rządu Tuska ma stalowe jądra? Okazuje się że całkiem niepozorna kobieta - minister Jolanta Fedak.


Otóż ta Pani, w przeciwieństwie do Donalda, nie szuka tylko popularności i nie boi się też krytyki i podejmowania niepopularnych (ale korzystnych dla wszystkich) decyzji. Nie mogę sobie przypomnieć kto ostatnio tak silnie wstawił się za większością, czyli za tymi, którzy balansują na granicy biedy czy nawet nędzy. Nie podoba się to oczywiście ludziom na biednych zarabiającym, prezesom firm, OFE i wszystkim, którzy uważają twardy kapitalizm za jedyną drogę. Oczywiście oni mają pieniądze, a co za tym idzie mają też władzę i dlatego tak bardzo niektórzy populiści się ich boją. Szkoda tylko, że te pieniądze to w dużej mierze pieniądze nas wszystkich (wszyscy jesteśmy zobowiązani do płacenia na OFE mające zbawić nasze emerytury). Niestety, jak się okazuje, fundusze zbawiają emerytury, ale od nas samych: szastają pieniędzmi na giełdzie, o wiele wyższy procent niż ZUS przeznaczają na utrzymanie samych siebie i sprawiają, że z budżetu wyciekają ogromne kwoty pieniędzy.


Minister Fedak (chyba czytając Fakty i Mity, gdzie ukazywały się artykuły o okradaniu przez OFE państwa) zrobiła właśnie krok w stronę uwolnienia ludzi od płacenia składek na II filar, ale przede wszystkim uczyniła wielki krok w kierunku uświadomienia społeczeństwa, które nadal w dużej mierze myśli, że dzięki OFE "dostanie 1000 zł więcej na emeryturze" (tak mniej więcej brzmi reklama jednego z towarzystw). Zmierzając do sedna, Pani Jolanta stwierdza, że mimo konkurencji wszystkie towarzystwa stosują maksymalne opłaty wobec klientów (dziwi to kogoś?), że nie mamy prawa wyboru - nie możemy zdecydować czy i komu powierzyć te pieniądze. Rząd nie bierze pod uwagę opcji wolnego wyboru... czyżby premier myślał, iż nikt nie chce powierzyć wszystkich pieniędzy o wiele tańszemu (choć i tak drogiemu) i bezpieczniejszemu ZUSowi? Wszyscy, którzy znają się na rzeczy wiedzą, że byłby to koniec powszechnego przekazywania pieniędzy do OFE.


Jedna z mądrzejszych twarzy rządu Tuska wspomina również o tym, że rozwiązanie zastosowane w Polsce jest rozwiązaniem eksperymentalnym i niesprawdzonym, zaś tuż obok mamy Skandynawię, z której można by brać przykład. Przy okazji torpeduje pomysł Balcerowicza chcącego podniesienia wieku emerytalnego. Ten który musiał odejść (i miał czelność wrócić i wypłynąć znów) nie bierze pod uwagę, jak zauważa Fedak, że aby podniesienie wieku emerytalnego miało sens potrzebne też jest zapewnienie pracy ludziom po 50tce, którzy to teraz często zasilają szeregi bezrobotnych.


Podsumowując, Pani minister Fedak należą się brawa za podjęcie inicjatywy, ale w tym dziwnym kraju zapewne zostanie ona zakrzyczana i zapluta przez dinozaury myślące podobnie do Balcerowicza i zapewne też przez samych rządzących (z noszącym peruwiańską czapeczkę na czele), którzy dinozaurów się boją i nie wiedzą, że te prędzej czy później wyginą.


Pozdrowienia


Nienawiść do Wschodu 2011-02-11

Jako student filologii rosyjsko-ukraińskiej czuję się tym bardziej poruszony artykułami z FiM o rodzinie Galiny Sażniewej, która ma zostać deportowana z kraju (który przecież jest ich domem). Czy to ma być jakaś zemsta za rozbitego Tupolewa, za socjalizm i wielkiego brata, czy może za niektóre wypowiedzi parlamentarzystów rosyjskich? A może za rurociąg lub Katyń? Oczywiście wymienione wyżej wydarzenia nie mają nic wspólnego z winą Rosji, normalnych Rosjan, a już tym bardziej Rosjan żyjących od dziesiątek lat w Polsce. Choć może należy tu uściślić, że ci ludzie bardziej czują się polakami. Piszę ten tekst bo właśnie natrafiłem na inny podobny przypadek. Każdy myśli, że jego środowiska patologia urzędnicza być może nie dosięgnie, że to się dzieje gdzieś daleko... ale jednak skala problemu chyba nie jest jednostkowa... Mieszkam od urodzenia w Opalenicy (miejscowość pod Poznaniem) i oczom nie dowierzam, kiedy czytam artykuł o mieszkającej w Polsce od dwudziestu lat rodzinie pochodzenia ukraińskiego z dwójką dzieci, z których jedno urodziło się w Polsce. Ale wg urzędników i przepisów to nie są Polacy. Ci ludzie są traktowani jak uchodźcy, którzy ledwo co przekroczyli granicę i nie mają tu żadnych korzeni. Jednak rodzina Szapowałow ma tutaj swój dom, prowadzi firmę (jedyny i dobrze prosperujący sklep jubilerski w Opalenicy), synowie tutaj się wychowywali i tylko taką kulturę znają, tutaj mają przyjaciół i tu się wychowują. Warto też wspomnieć, że rodzina przedstawiała urzędnikom wszelkie wymagane dokumenty i była fair wobec idiotycznego prawa. Należałoby zadać politykom i urzędnikom pytanie ile jeszcze trzeba zrobić, aby zasłużyć sobie na stałe obywatelstwo i spokojne życie w Polsce. Hasło "Polska dla polaków" (tak często powtarzane przez łysych osiłków - i nie tylko) odbije Nam się pewnie czkawką jeszcze nie raz.



LINK

http://www.wykop.pl/link/624027/mieszkali-tu-dwadziescia-lat-teraz-ich-deportuja/




prof. Magdalena Środa 2011-02-11

Tej Pani nie będę przedstawiać. Przytoczę po prostu parę jej wypowiedzi, które mogą zachwycić. Szczególnie ta:


"Korzystając z nauk katolickich, można powiedzieć, że bardziej naturalne z seksualnego punktu widzenia są te zachowania, które prowadzą do prokreacji. Ale przecież gwałt i kazirodztwo mają charakter prokreatywny, a celibat i - dajmy na to masturbacja - nie, czy to więc znaczy, że gwałt jest bardziej zgodny z prawem naturalnym niż masturbacja?"


I jestem ciekaw czy ktoś wiedział o tym co powiedziała poniżej. Czy ktoś wyłowił tą kobietę z bagienka nadawanego w TV... A to raczej takie czyny powinno się chwalić.


"Niezwykłą siłę w ostatnim tygodniu pokazała Ewa Kopacz. Trzeba złożyć jej wyrazy podziwu i wielkiego szacunku. Pozostając w cieniu, poza mediami i wszelkim rozgłosem, przez niemal cały okres żałoby pomagała w Moskwie w identyfikacji ciał.
Póki w polityce są takie kobiety jak Ewa Kopacz, pozostaje cień nadziei, że może mieć ona ludzką twarz. To znaczy twarz zwróconą w kierunku tego, co naprawdę ważne, choć niemedialne."


"Panie ministrze, ile pan dzieci urodził?!" - ironiczna wypowiedź Magdaleny Środy do Mirosława Orzechowskiego podczas zażartej dyskusji na temat aborcji; w programie Tomasza Lisa Co z tą Polską?


I powiązany z powyższym cytat, z którym się w pełni zgadzam:


"W Polsce panuje zjawisko fetyszyzacji płodu, bowiem najpilniej strzeżone jest bezpieczeństwo dziecka na etapie embrionu, potem nie ma już jakiejkolwiek troski."


Gdyby tacy ludzie nauczali etyki i filozofii... Ach! Pomarzyć!


Magdalena Środa


Woodstock 2011-02-04

Zbliża się krokami wielkimi... i już wiem, że jest jeden zespół na którym muszę być:







O szczęściu... 2011-02-03

1. Temat godny poruszenia. Przede wszystkim, żeby jakoś postawić sobie cele i dążyć, należy znać swoją hierarchię wartości. Co jest najważniejsze, co mniej... Wtedy przynajmniej wiadomo, że jeżeli miłość jest na pierwszym miejscu to nie rzucimy miłości dla pracy, a ewentualnie odwrotnie.


Poruszam ten temat, bo aktualnie sam czuję się szczęśliwy i jeżeli coś tu się choć jednej osobie przyda to warto było pisać.


2. Kolejna zasada to: nic na siłę. Jeżeli czegoś nie jesteśmy w stanie osiągnąć to dążmy do innych celów (choćby mniej ważnych), a może później i z tym najważniejszym się uda.


3. Następna: Dążyć. Tworzyć, rozwijać się, mieć ambicję, szukać, uczyć się... Nawet jeśli nie daje to szczęścia to daje satysfakcję. Ma się poczucie, że się nie stoi w miejscu.


4. Myślę, że jeszcze jedna zasada, którą można tu przytoczyć to: nie narzucać sobie celów nie do zrealizowania. Jeżeli ktoś Cię nie trawi, a Ty się zakochujesz to przecierp, głowa do góry i dumne wyjście z sytuacji. To jest chyba najgorsze, kiedy szczęście jest zależne od drugiego człowieka. Ale patrz punkt 2.


Przede wszystkim pełne szczęście opiera się na co najmniej kilku podłożach. Mogą to być: Miłość, rozwijanie się, dążenie, działanie, posiadanie pieniędzy (kwoty potrzebnej dla godnej egzystencji) etc. Ale warto pamiętać, że to najważniejsze zawsze daje najwięcej. Uważam też, że do szczęścia nie jest potrzebna żadna Bozia... wręcz przeciwnie - wyzwolenie się spod strachu przed jej karą może dać wiele szczęścia.


Dobra. Jedna śliska, słodka notka wystarczy. W następnych wrócę do krytyki, poezji, czy czego tam jeszcze innego.


Wiersze 2011-02-02

Zaproszenie

Pusto tu teraz, wiesz?
Pozdzierałem zatęchłe tapety,
niepotrzebne ogłoszenia o
niebyłych obietnicach.
Teraz czekam i już słyszę
pukanie do drzwi, już
czuję z daleka ten zapach.

Całym ciałem przy drzwiach,
dłoń na klamce drga.


Idea, własne zdanie, chęć działania... 2011-02-02

W Polsce często dzieje się tak, że cała chęć do działania kończy się na krzyku i narzekaniu. Masz swoje poglądy, chcesz nimi zarazić, dać do myślenia, ale już nic nie robisz, bo po co, bo się nie chce, bo to nic nie da.


Otóż małe kroki zawsze coś dają, praca u podstaw... Chociażby rozwieszenie paru ulotek, kilka ciekawych dyskusji, już to uczyni z Ciebie coś więcej niż narzekającą w kącie jędzę. Zawsze pozostaje wtedy uczucie, że coś się zrobiło...


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]