Tomasz W. Opalenica | Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem... Humanizm, racjonalizm, ateizm, relatywizm!
Muzycznie i marzycielsko 2011-11-30

Bo to akurat idzie u mnie w parze. http://www.facebook.com/pages/THE-DOORS-at-Woodstock-festival-Poland/201695189898734


Strona na której można poprzeć pomysł wystąpienia Doorsów na Woodstocku liczy już sobie ponad 200 osób. Parę godzin zapraszania fanów się opłaca. Teraz piszę do Rosjan, Litwinów, Białorusinów, Łotyszy,  i innych mogących znać rosyjski. Ukraińców zostawiłem sobie na sam koniec, bo i ukraiński się zna. Kiedy będę wiedział, że zrobiłem wszystko, wtedy odpuszczę, więc jeśli ktoś zna jakieś strony zrzeszające fanów The Doors w Polsce, gdzie mógłbym napisać, niech podrzuci link. Koniec końców wszystko zależy od WOŚP i Manzarka, ale myślę, że i oddolną inicjatywę ktoś dostrzeże. Więc i Wy drodzy czytelnicy, jeżeli możecie, poprzyjcie akcję. Jeden szczęśliwy Tupack na świecie więcej. :)


MR MOJO RISIN (anagram pewnego imienia i nazwiska)







Kościół o zboczeńcach 2011-11-25

... A zboczeńcy w Kościele...



"Nikt nie neguje tego, że są przypadki pedofilii w Kościele. Są i będą, bo Kościół to ludzie. Skoro mówi się, że jest to problem 0,5 proc. ludzi na świecie, to po odliczeniu kobiet, w Kościele z samej matematyki wychodzi że jest jakieś 1 proc."



Tak oto kiedyś podsumował moją notkę Slawoslaw... I nie miałem narzędzi, żeby odeprzeć ten argument, bo w sumie na pierwszy rzut oka wydawał się logiczny, więc dałem spokój. Teraz mam parę argumentów i faktów:


1. Środowisko księży powinno być jakby od tego odcięte trochę poprzez swoje "emanowanie dobrocią" i poprzez twardą selekcję powinno odrzucać tego typu osobników. Ich odsetek powinien zatem być wg mnie znacznie mniejszy. Tymczasem:
2. Jak się okazuje jest zupełnie odwrotnie. Katolicki tygodnik Niedziela podaje, że "tylko 4 proc. irlandzkich kapłanów dopuściło się przestępstw na dzieciach, a Irlandczycy sądzą, że było ich znacznie więcej - 20%"


Slawoslawie 4 % to nie 1... chyba musisz trochę zmienić swoją linię obrony. Bo okazuje się, że zamiast odpychać, środowisko hierarchii kościelnej przyciąga zboczeńców. A im bardziej katolicki kraj - tym tych zbokoli podłych więcej (Irlandia była najbardziej katolickim krajem (jeszcze przed kilkunastoma latami).


Świetna muzyka:







Dobro dobre, a zło złe 2011-11-23

... dzieci giną gdy bóg wkurzy się. Tak właściwie to nie trzeba tej satyry komentować. Wystarczy zobaczyć.


Chwyć swą córkę, zakręć nią
a jeśli facet zgwałci ją
i nie będzie chciała za męża go
ukamienuj ją na śmierć!


 


Polecam wszystkim:





O seksie poważnie i trochę mniej 2011-11-21

Świetnie zgrał się artykuł w gazecie z tym co chciałem tutaj zaprezentować. Tytuł artykułu: "Z religią do łóżka" Karola Brzostowskiego. Pan Karol wyciągnął małą esencję z badań na temat seksu i wyszły dosyć ciekawe wnioski. Pierwszym podstawowym jest to, że religijność, w kwestiach seksu i jego jakości, wpływa silnie na kobiety, zaś na facetów prawie wcale. Kolejne ogólne stwierdzenie to fakt, że religijność nie wpływa prawie wcale na ilość odbywanych stosunków ale przede wszystkim na ich jakość. Tylko przy osobach starszych stwierdzono zależność pomiędzy wzrostem religijności i jednoczesny spadkiem szans na znalezienie partnera seksualnego.


Teraz trochę co do jakości. Badanie wykazało, że agnostyczki i ateistki mają "nie tylko liczne, ale też zróżnicowane w treści" fantazje erotyczne w przeciwieństwie do osób o wysokim poziomie fundamentalizmu. Niby wszystko póki co normalnie. "Istotne jest to, że brak myślenia o seksie u religijnych fundamentalistów i fundamentalistek nie wpływa na częstotliwość stosunków seksualnych. Widać go jedynie w monotonii oraz odrzucaniu wszystkich "niestandardowych" - innych niż w pozycji "po bożemu" - form współżycia". Przy okazji uprzedzając krytykę wspomnę, że artykuł opiera się na kilku badaniach - nie na jednym.


W innym właśnie badaniu zadano pytanie racjonalistom jak zmieniło się ich pożycie seksualne po odejściu od religii. I tak oto u osób średnio religijnych po odejściu od religii nie zmieniło się ani na gorsze ani na lepsze. Za to im bardzie te osoby były religijne tym bardziej akcentowały zmianę na lepsze. "Ciekawe było także to, że ci ludzie znacznie częściej (47%) zaczynali eksperymentować z nietypowymi formami seksu - odkrywali swój homoseksualizm, biseksualizm, wolną miłość."


A skąd niereligijni i religijni czerpią wiedzę na ten temat? Źródła są podobne, tyle, że osoby religijne szukają wszędzie wiedzy o seksualności, tylko nie u rodziców (zaś niereligijni owszem):



"Okazuje się, że rzeczy, przeciwko którym religia naucza najbardziej - seksualne eksperymenty, pornografia i seks w internecie - są tym, czego religijna młodzież używa najczęściej, gdy nie może porozmawiać z rodzicami. "Niereligijne" dzieciaki zdają się nieświadomie bardziej podążać za religijnymi nakazami niż ich wierzący koledzy."




"Okazuje się, że fantazje seksualne dotyczące osób innych niż stały partner trzy razy częściej pojawiają się u osób religijnych niż u ateistów. Prawie połowa tych pierwszych nie rozmawia o seksie z mężem lub żoną (...) W USA internetowe porno jest tym popularniejsze, im stan jest bardziej religijny. (...) Z drugiej strony badania Raya i Brown dowiodły, że tego obciążenia można się bardzo szybko pozbyć..."



Tak więc do dzieła! Jesteś niezadowolona z przeżyć seksualnych? Masz przeświadczenie, że seks nie jest dla przyjemności, a tylko dla reprodukcji? Zmień swój światopogląd! :)


No i smaczek na koniec. Kto lubi Allenowski humor niech się przygotuje, bo tutaj mamy jego kwintesencję. Świetny fragment filmu: "Wszystko co chcielibyście wiedzieć o seksie, ale boicie się zapytać". I nie bójcie się zgorszenia. To przecież Woody Allen. Gorąco polecam wszystkim. Dawno się tak humorem nie zachwyciłem...







A wszystko to jest identycznie trwałe... 2011-11-19

Jak zwykle już, kiedy jestem zawalony nauką po uszy (i ledwo się wygrzebać mogę), wchodzę tutaj. Później żałuję, ale zakładając, że wszystkiego i tak nie zdążę zrobić, robię jeszcze mniej. Znęcają się nad nami na tym uniwersytecie i każdy wykładowca sobie myśli, że to jego przedmiot jest najważniejszy. No cóż... trzeba z tym walczyć. Oczywiście dam radę, tylko jakim kosztem? Cały świąteczny tydzień na pisanie prac? Każdy weekend z książką. Trochę mi to już zbrzydło...


Tam samo jak ma się problemy osobiste, te bliższe to i mniej się człowiek polityką przejmuje. I mniej go obchodzi, że premier łamie przedwyborcze obietnice w expoze, że znów nie podniosą najbogatszym a zabiorą najbiedniejszym. Że opozycja w tym wszystkim ciska populizmem. Bo to opozycja. Tylko to PO obiecywało i dostało się do władzy. I to oni powinni spełnić obietnice. Ale co to? Nagle po wyborach się okazuje, że z obietnic nici, bo nagle... zupełnie niespodziewanie... dzień po wyborach... okazuje się, że Polska stoi na skraju kryzysu. Ilu Polaków sobie pluje w twarz?


I czasem coś jeszcze mnie bawi. Reklama. Oczywiście reklama zakazana, bo jeszcze czasem kogoś obrazi...







 


.... jak numer telefonu na pudełku zapałek...
http://janekrudy102.wrzuta.pl/audio/6kxuJWGfGOH/


Stabilizacji brak 2011-11-16

Jak narzekać to na całego. Jakby nie patrzeć jedną z podstawowych potrzeb obywateli jest stabilizacja. Takie trochę słowo klucz. No bo czy człowiek nie podejmuje bardziej indywidualnych i mądrych decyzji, kiedy się nie martwi o to co będzie jutro, czy za miesiąc? Ot np dlaczego w rozwiniętych krajach ludzie częściej zmieniają pracę i pną się po drabince kariery? Dlaczego tak się nie dzieje w Polsce i jak ktoś pracuje tymczasowo to wcale to nie jest praca tymczasowa mająca dać doświadczenie tylko niby-stała do czasu aż pracodawcy się pracownik nie znudzi, lub po prostu nie będzie dla niego pracy?


Państwo niczego nie zapewnia, a jak już zapewnia to nie jest tak jak ze zobowiązaniami, że jest termin do którego państwo musi obywatelowi należne dać (tak jak z tym co obywatel musi dać państwu) tylko obywatel musi czekać nie wiadomo ile czasu. Ot np moje stypendium. Nie wiadomo kiedy, nie wiadomo ile i czy starczy na cokolwiek...


Stabilizacja w życiu osobistym jest jeszcze ważniejsza. Najczęściej brak jakiejkolwiek, a to rodzi frustrację, ucina czasem drogę do zawodowej kariery i rozwoju, odbiera spokój.


Jedna wielka kpina 2011-11-14

To wszystko jest tak fatalnie skonstruowane, że (jeszcze raz powtórzę) nie oskarżyłbym żadnego boga czy bożka o stworzenie takiego świata. Wiadomo, że to co jest tworzone, jest odbiciem twórcy. I jeżeli istniałby twórca to wygląd Beara Gryllsa pijącego własny mocz ze skóry węża byłby sto razy przyjemniejszy niż widok tego oto...







I że niby to uszlachetnia. Że niby uczy... po co by mi była taka nauka gdyby świat po prostu był inny? I to wszystko zasadza się na potwornych antagonizmach i braku zrozumienia. Po prostu nie ma takiej możliwości. Można mówić i mówić i nie powie się siebie.


 


I czuję się osamotniony. Nie mam z kim pogadać. Jakoś tak się osadziłem pomiędzy starą i młodą ekipą. Ze starą za mało mnie łączy, z młodą za dużo dzieli. I ktoś tam się kiedyś bliski przewijał i czasem nawet szczerze interesował... Bo tak właściwie to nie mówię tutaj o rozmowie takiej zwyczajnej o pierdołach. Bo przecież studiuję i mam tego powyżej. Tej zwykłej rozmowy. Ile można mówić o niczym? Ile można mówić, kiedy nie chce nikt słuchać.


 


Opadły mnie też jakieś wątpliwości. Chociaż nie moje, bo nigdy nie byłem tak pewny czego chcę. Ale zawsze tak jest, że jak jest za dobrze, to przestaje być dobrze. Bije mnie po gębie moja ideologia, że wszystko jest zależne... ode mnie. Więc coś spieprzyłem...







Boso przez Syberię 2011-11-10

Jako student filologii rosyjsko-ukraińskiej jestem oburzony słowami Cejrowskiego o tym, że "Rusek to jest wróg" i całą resztą mięsa jakie wyrzucił. Pragnę go serdecznie pozdrowić i proponuję mu napisanie kolejnej części "boso przez świat": "Boso przez Syberię - śladami katorgi" To na pewno będzie dla niego ciekawe przeżycie i przy okazji dla nas odpoczynek od buchającego od niego odoru chamstwa.



Niech tam idą sami debile! To jest nasz wróg, do którego trzeba strzelać, a nie studiować jego literaturę. Rusek to jest wróg. Przeciw niemu się zbroimy i nie interesuje nas specjalnie jego literatura piękna.


Wojciech Cejrowski o filologii rosyjskiej



 


 


Jestem świeżo po "Kropce nad I" z Januszem Palikotem. Chciałbym wyrazić ubolewanie, że z mediami tak trzeba się liczyć i że jest to czwarta władza. Ruch Palikota to rozumie i zapewne dlatego pani Olejnik została przeproszona przez cały RP, a pan Janusz nie podjął się ciekawej rozmowy na temat tego jak to ona kiedyś pracowała i dla kogo. Zaś pani Redaktor takie tematy podejmuje z orgazmicznym uśmiechem na twarzy. To niesprawiedliwe i przygnębiające. Bo załóżmy, że naprzeciw pani Olejnik staje inna pani... Olejnik. Wtedy by się działo. Oskarżenia, zarzuty, wypytywanie o przeszłość i współpracę, a zupełny brak zainteresowania tym, jaka dana osoba jest teraz i czy w ogóle oskarżenia mają twarde podstawy. Zaznaczam, że w 100 % solidaryzuję się z panem posłem Kotlińskim i nadal uważam, że bardzo dobrze zrobił Marek Szenborn, że napisał ten artykuł (swoją drogą wyśmienity). Dla niewtajemniczonych: był to artykuł o tym, jak to kiedyś pani Olejnik pracowała za PRLu i jakie korzyści z pracy dla ówczesnej państwowej TV czerpała.







Śmiech na sali 2011-11-09

Tego aż się nie chce komentować. Duży kraj, środek Europy, sejm Rzeczypospolitej... Poseł homoseksualista broni Wandy Nowickiej i połowa sali przy jego stwierdzeniu, że odrzucenie kandydatury Wandy Nowickiej na wicemarszałka to cios poniżej pasa - wybucha śmiechem. Śmieje się PiS, śmieje się PO, śmieje się PSL, śmieje się sam premier. Reprezentant narodu i też tych siedemnastu tysięcy osób, które Biedronia wybrały. Ci państwo śmieją się, bo posiedzą tam w takim stanie przez cztery lata i będą nami rządzić. I tylko przypomina się scena z dnia świra:







Drodzy Państwo... tego nie chce się nawet komentować. "Bo już w nic nie wierzę"...


Tak samo w senacie został skrytykowany Kazimierz Kutz. Bo wszystko co nie na rękę rządzącym i rządzących krytykujące jest świńskie i niesprawiedliwe.


No ale cóż, cieszyć mi się jedynie pozostaje z tego, że moja inicjatywa rozwija się i zyskuje poparcie: http://www.facebook.com/pages/THE-DOORS-at-Woodstock-festival-Poland/201695189898734


Czy jest na sali ksiądz?! 2011-11-05

Lekarza nie potrzeba, bo moje życie z Kościołem już dawno się skończyło, ale ucieszyłbym się z ostatniego nama... wytłumaczenia pewnej kwestii.


Ciekawi mnie odpowiedź na problem poruszony przez Marka Kraka. Dotyczy on różańca i klepania ciągle tej samej formułki. Pan Marek pisze tak:



Różaniec powstał w średniowieczu i początkowo polegał jedynie na odmawianiu 150 razy modlitwy "Zdrowaś Maryjo". Miała to być forma zastępcza odmawiania Psałterza (150 biblijnych psalmów) dla tych wszystkich, którzy byli po prostu analfabetami (...) [Swoją drogą ręka do góry ten katolik, który o tym wiedział]
(...) Różaniec stoi w jaskrawej sprzeczności z fundamentami samego chrześcijaństwa i przesłaniem, jakie można wyczytać z ewangelii. (...) Otóż ewangeliczny Jezus zachęca swoich naśladowców do tego, aby unikali "wielomówstwa na modlitwie". Tymczasem trudno sobie wyobrazić coś bardziej gadatliwego niż różaniec, kiedy wierzący "odmawia" dziesiątki, setki razy te same słowa. Czymkolwiek modlitwa miałaby być dla chrześcijan, to różaniec z pewnością nie realizuje biblijnego modlitewnego wzorca.


(...) Ale to nie koniec perwersyjności różańca. Ta modlitwa w formie dawnej (bez owych "tajemnic", które trzeba rozważać) oraz ludowej, gdzie do rozważań przywiązuje się mniejszą wagę, a większą do powtarzania w kółko tego samego, prowadzi do utrwalenia się obrazu Boga jako automatu, który może udzielać pewnych "łask" w zamian za ilość odmówionych modlitw. Co prawda mało mnie obchodzi, czy katolicy będą mieli prawidłowo, czy nieprawidłowo ukształtowany obraz swojego bóstwa, ale interesuje mnie, czy ich stosunek do innych istot będzie miał wymiar poważny, czy raczej powierzchowny i lekceważący. "Załatwienie" czegokolwiek z Bogiem lub kimkolwiek za pomocą pseudorelacji i pseudorozmowy, jaką jest automatyzm różańcowy, wydaje mi się poniżające i degradujące.




(...) Istnieje jeszcze pokusa zupełnego uciekania myślami od tej ogłupiającej i monotonnej czynności. U osób wrażliwych, do których z pewnością należy spora część ludzi wierzących, może to spowodować stałe wyrzuty sumienia, że modlą się w niewłaściwy sposób. [tu się chyba Pan Marek trochę zagalopował, bo mało kto się czymś takim przejmuje w tym kraju gdzie religia to w większości tradycja, ale załóżmy, że jest jak mówi] (...) Efektem tego może być frustracja i... poczucie grzechu. A to akurat Kościołowi bardzo pasuje, bo jego ulubionym zajęciem jest obarczanie ludzi poczuciem winy, aby potem ich rozgrzeszać podczas spowiedzi.



No więc czy jakiś ksiądz podniesie szabelkę? Trzy kwestie do obalenia. 1. To co mówił Jezus w ewangelii 2. aspekt psychologiczny i 3. problem postrzegania Boga jako automatu...







Świat zwariował 2011-11-05

Albo raczej Polska. Wnioski o klauzulę sumienia, jakaś fundacja Mamy i Taty w mediach apeluje o zakazanie rozwodów przez pierwszy rok małżeństwa, kiedyś uczyłem się, że Polska była państwem "bez stosów", a teraz dowiaduję się czegoś zupełnie przeciwnego (płonęły w Polsce czarownice). Mówi się też o tym, że edukacją seksualną dzieci powinni się zajmować rodzice. Niestety ze statystyk wynika, że 40 % rodziców w ogóle takich tematów nie porusza, a spora większość reszty podejmuje ten temat z nastawieniem do niego dalece negatywnym i wybiórczym. Np 80% dzieci niczego nie dowiedziało się o masturbacji, 70% o AIDS itd. Oto parę relacji jak takowa edukacja wyglądała:



Pokazałam (może w wieku 12 lat) mojemu koledze z bloku atlas anatomiczny, który był w naszym domu, a tam przekrój kobiety i m.in. jajniki. Po godzinie mama mojego kolegi była na skardze u mojej, że uczę jej syna sprośności. Moja mama za karę (!) kazała mi chodzić z atlasem po bloku, odwiedzić każdego sąsiada i pokazać mu jajniki. A wszystko w celu oduczenia mnie głupot!


Pełną wiedzę o seksualności zdobyłem w 4 klasie szkoły podstawowej od taty. Instruktaż zakończony był filmem porno.


Miałam 17 lat gdy moja mama wtargnęła do mojego pokoju i bez żadnej rozmowy rzuciła pytanie: "Czy Ty już uprawiasz seks?!". Ja odpowiedziałam bardzo spokojnie: "Tak mamo, jestem z X już 1,5 roku". Mama wyszła z mojego pokoju i się na mnie obraziła. Nie odzywała się do mnie przez 3 tygodnie.



Ot, takiej, albo nieco mniej drastycznej patologicznej wiedzy uczą rodzice. I czemu się dziwić, skoro ich także nikt niczego nie nauczył? Ale nie! Bo przecież wychowanie seksualne to demoralizacja młodzieży i namawianie do seksu! Grzech! Szataństwo! Tfu!


A teraz coś co mnie zszokowało najbardziej:



Gimnazjalistom w Oborowie patronuje Jan Paweł II. Z okazji święta patrona dyrekcja dała uczniom wybór: albo wędrują do kościoła na mszę, albo spędzają czas w świetlicy. Znaleźli się tacy, którzy wybrali trzecie wyjście i po prostu ze szkoły wyszli. Wprost na policyjny patrol, który małolatów wylegitymował. Niesubordynowanych uczniów wyczytano imiennie na szkolnym apelu.



Katolicki zaścianek. ... Dlatego tylu ludzi chce świeckiego państwa.


A na koniec parę ciekawych cytatów znanych i lubianych:



Jak Leszek Miller jest lewicą, to ja jestem biskupem Kościoła katolickiego
Janusz Palikot


W związku z planowanym przez Episkopat zakazem mszy żałobnej nad ciałem skremowanym rozważam przekazanie Episkopatowi swoich zwłok zanurzonych w formalinie, w pozycji pionowej, w przezroczystym akwarium, nago.
Zbigniew Hołdys



I jak już pan Hołdys tak ładnie mówi to i nim zakończę. Mam nadzieję, że go to nie urazi, że nim kończę. Mimo wszystko z góry pana Hołdysa przepraszam, ale piosenka piękna i powstrzymać się nie mogłem.





Rzecz o aptekach sumienia 2011-11-04

Albo raczej aptekarzach. Co poniektórym coś się w głowach poprzewracało i mylą apteki z kościołami. Oj poruszył mną artykuł Marka Szenborna.
Otóż wyobraźcie sobie drodzy Państwo, idziecie do apteki, chcecie kupić paczkę prezerwatyw, albo tabletki antykoncepcyjne, a taki oto farmaceuta pokazuje Wam figę zasłaniając się klauzulą sumienia. Oczywiście ta osoba sprzeda Wam tabletki antykoncepcyjne, ale będzie od Was wymagać potwierdzenia, że stosujecie je tylko po to, aby się z czegoś wyleczyć, a nie zaś po to, żeby niszczyć szansę na spłodzenie małego tłustego bobo (i nie obchodzi ich już, że to bobo może przestać być tłuste, bo rodzic nie będzie miał środków na jego utrzymanie).



Farmaceuci są zmuszeni do sprzedawania środków farmakologicznych niszczących ludzką płodność lub zabijających zarodek ludzki w początkach jego istnienia. Jest to objaw poważnej dyskryminacji, której doświadczają polscy farmaceuci pozbawieni prawa do korzystania z klauzuli sumienia.



Podpisy pod propozycją ustawy wprowadzającej taką klauzulę zbiera Katolickie Stowarzyszenie Farmaceutów Polska. Ma ich już ponad 10 tys. i pewnie w końcu uzbiera wymaganą ilość. Ustawa pójdzie pod głosowanie. Teraz wyobraźcie sobie drodzy Państwo, co by było gdyby u władzy był PiS, albo co będzie jeśli wykluczeni z Partii Ziobryści założą partię i wygrają następne wybory. Chociaż i teraz sytuacja mogłaby być niepewna. Przy wpływie Episkopatu na Rząd część PO mogłaby poprzeć ten projekt i z PiSem go przegłosować. Na szczęście scena polityczna przesuwa się teraz bardziej w lewą stronę i ten trend będzie się raczej utrzymywał.


Ale pomyślmy co by było z kobietą mieszkającą na wsi gdzie jest tylko jedna apteka i w tej aptece jedyna farmaceutka zasłania się klauzulą sumienia. Załóżmy, że ta kobieta ma już 5 dzieci i nie pracuje, a z pensji jej męża ledwo żyją. Otóż w takiej sytuacji bez dostępu do antykoncepcji ta kobieta najpewniej dorobi się 10 dzieci i popadnie w totalną nędzę.


Szkoda, że taka klauzula sumienia nie zobowiązywałaby farmaceutów również do finansowej opieki nad dziećmi do których spłodzenia przyłożyli rękę. To samo tyczy się Kościoła, który najczęściej zajmuje się tylko obroną życia poczętego. Zaś obroną życia narodzonego już mniej. Gdyby było na odwrót nie mielibyśmy w Polsce 600 tys. stale niedożywionych maluchów. I również gdyby było odwrotnie to i pewnie przyrost naturalny byłby większy.







Rzecz o Grecji 2011-11-03

I o tym czy można poświęcić "jednostkę" dla dobra ogółu. Za chwilę postaram się rozwinąć tę myśl. I nie napiszę nic o Tadeuszu Wronie. Nawet nie napiszę jego nazwiska. Bo i bohater, i wspaniale, że posadził samolot ale media dostały chyba zbyt dużej sraczki z zachwytu nad nim (albo raczej Nim).


Czy można zabić jedną osobę, żeby uszczęśliwić tysiąc? Czy byłoby to moralne? A milion osób? Wyobraźcie sobie, że istnieje szansa na uszczęśliwienie miliona. Wystarczy tylko zabić jedną osobę. Czy można to zrobić? Czy takie morderstwo jest dopuszczalne? Oj naczytałem się Dostojewskiego... Czy można dla ratowania systemu pogarszać ciągle sytuację zwykłych ludzi? Czy system nie powinien być od tego, aby tę sytuację polepszać? A kiedy zaczyna szwankować, to co powinno się naprawiać i zmieniać? System, czy ludzi?


W mediach słyszymy ciągłe wypowiedzi ekspertów i prezenterów o tym jak to dobrze, że Francja i Niemcy chcą ratować Grecję, jak i całą Europę, jak usilnie chcą pomóc, a brzydcy Grecy nie chcą jeszcze więcej oszczędzać. I pominę tu fakt, że w dużej mierze do kryzysu w Grecji przyczyniły się agencje ratingowe. Bo przecież taka Japonia jest o wiele bardziej zadłużonym krajem. Właśnie. Wie ktoś na jakiej podstawie taka agencja pstryka sobie palcem i rujnuje gospodarkę jednego kraju, kiedy mając pod nosem bardziej zadłużoną, wyżej ją ocenia (USA)?


Czy orientuje się ktoś jakie są to oszczędności i na kim próbuje się oszczędzić? Mi coś mignęło o emeryturach i innych podobnych świadczeniach, za to nic nie słyszałem o np opodatkowaniu najbogatszych, czy większej kontroli banków. Ale w mediach potwór, Grek, przedstawiany jest jako nie znający granic konsument, który chce ciągle więcej i więcej, zaś ogłoszenie bankructwa to coś gorszego niż najgorszy kataklizm. Tylko dla kogo?



(...) działania podejmowane w celu ratowania Grecji są nie tylko mało skuteczne, ale i obłudne. Jak twierdzi wielu specjalistów, Francji i Niemcom nie chodzi o ratowanie przed bankructwem Aten, ale własnych banków, które pożyczyły Grekom gigantyczne pieniądze. Ostatecznie oficjalne bankructwo danego kraju jest zwykle bardziej dotkliwe dla wierzycieli niż dla jego mieszkańców, o czym świadczy przykład Argentyny sprzed dekady, która świetnie i szybko sobie poradziła z dotkliwym kryzysem. Dlatego coraz częściej krytykuje się drakońskie oszczędności narzucane Grecji i całą politykę wobec tego kraju, która powoduje dalszą destrukcję tamtejszej gospodarki, dodatkowe obciążenie dla mieszkańców Unii, a za wszelką cenę oszczędza się zyski zachodnich banków.


Marek Krak



I chyba przez to premier Grecji, kiedy chciał wprowadzić referendum o tym czy przyjmować pomoc czy ogłaszać bankructwo, został okrzyknięty przez niektórych wariatem i politycznym trupem. Bo jednak to chore, żeby zwykli ludzie decydowali o swoim losie, nieprawdaż? To szkodliwe... dla elit i banków. Ale wątpię, żeby takie było dla nich samych.


Tak samo popieram protesty 99% oburzonych. Bo sytuacja jest chora i być tak nie może, żeby 1 % zarabiał więcej niż reszta. I chore jest mówienie, że ten 1 % wydaje swoje pieniądze też na pracowników i daje pracę. Jakąś być może daje, ale najczęściej myśli o przyjemnościach, przetrawia miliony na własny użytek, a pracowników zatrudnia na minimalnym wynagrodzeniu. Do tego gra na giełdzie i potrafi doprowadzić do upadku całe kraje. Z chęcią w ramach protestu w mojej małej mieścinie rozbiłbym namiocik oburzonego ale myślę, że na razie potrzebne jest otwarcie ludziom innego toku rozumowania niż ten proponowany przez media (jakby nie patrzeć też kierowane przez najbogatszych i wpływowych).


Pozdrowienia od oburzonego


Powiedz mi co Ci się śni. TV sex komp TV... Powiedz mi co czujesz Ty, gdy oglądasz TV.





O zaufaniu i ukraińskim psie 2011-11-02

Czasem brak zaufania, podejrzliwość i takim podobne mają nieprzyjemny oddźwięk. Szczególnie wtedy, kiedy za powód do podejrzeń służy jedynie to co minęło, było kiedyś i nigdy nie dotknęło osoby, która nie do końca ufa. Bo to trochę zakładanie, że człowiek się nie zmienia. Bo skoro popełniał kiedyś błędy to na pewno popełni je znowu. Otóż tak nie jest. Można się zmienić i można się zmienić dla kogoś. Często jest tak, że otrzymuje się to, na co się zasługuje, tyle tylko ile się samemu daje. I jeżeli spotyka się osobę, która daje niewyobrażalnie więcej niż poprzednicy, również tyle może otrzymać. Przeszłość w tym wypadku przestaje się liczyć. Zalega plamą, ale powinna w końcu z czasem ta plama wyblaknąć.


Byłem na Ukrainie. Brzydko wygląda ta notka moja bez polskich znaków, więc jeszcze trochę wspomnę w tej ładniejszej. Jeśli ktoś twierdzi, że polskie drogi są dziurawe, niech jedzie na Ukrainę. Jeżeli ktoś myśli, że mamy tanie i dobre słodycze - niech jedzie na Ukrainę (i spróbuje chociażby chałwy sprzedawanej na rynku w wielkich blokach). Wracam tam za rok (jeśli fundusze pozwolą) pod koniec wakacji. Obiecałem to handlarce na rynku (powiedziała, że jak dożyje to będzie tam czekać na nas). Nie wiem właściwie co mnie tam tak urzekło. Bo nie jest bogato i wspaniale. Ale jest jakiś nastrój i życie w najzwyklejszych przedmiotach. Obiecałem chyba nawet zdjęcia... więc się pokrętnie wykręcę i wstawię dwa... Pierwsze to zdjęcie psa na rynku Lwowskim, który nie zważając na ludzi smacznie sobie spał. Drugie to pomnik Mickiewicza, jakiego ze świeczką szukać w Polsce. Prawdziwe dzieło sztuki.


 


Pies


Mickiewicz


Co do polityki na razie chyba za wiele nie napiszę. Nadrabiam zaległości. Mogę jedynie wyrazić radość z przejścia Kopicińskiego do Ruchu Palikota oraz z tego, że szykuje się zmiana nazwy partii.


Po przeczytaniu Zbrodni i Kary Dostojewskiego, jeszcze bardziej podoba mi się utwór T.Love:





e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]