Tomasz W. Opalenica | Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem... Humanizm, racjonalizm, ateizm, relatywizm!
Trochę o sobie 2012-04-24

Dawno nie pisałem tu o sobie i może niektórzy będą mieli mi to za złe, lecz nie mam siły na ocenienie kolejnych książek (miałem taki zamiar) czy wydarzeń politycznych (od których się odciąłem ostatnio). Mam ogromną ochotę zmienić miejsce zamieszkania, które ostatnio uważam za (co najmniej) toksyczne. Niestety taką możliwość sobie stworzę dopiero po ukończeniu magisterki. Uświadomiłem też sobie jaki wpływ na kształtowanie mojego charakteru miał wpływ najbliższej rodziny. Uświadomiła mi to siostra oraz atmosfera panująca u innej rodziny, gdzie coraz częściej zdarza mi się przebywać. Uderzająca odmienność, prawie nigdy nikt nie krzyczy, zawsze jest porządek, zaś relacje są o wiele zdrowsze - rodzinne. Wspólne obiady, rozmowy, brak lenistwa.


Pomyśleć, że człowiek (przed sześćdziesiątką) o w miarę dobrym zdrowiu, od kilku dobrych lat na rencie (która jednak nie wynika z kalectwa) może czuć się ciągle zmęczony, utyskiwać i właściwie nic nie robić. Z kolei dwie osoby po siedemdziesiątce cierpiące na wiele dolegliwości (chociażby rozległe otwarte żylaki nóg czy cukrzyca), osoby, które biorą garść tabletek potrafią utrzymać dom w ryzach, sprzątać, krzątać się, gotować i... sprzątać. To chyba zależy od mentalności typu: najpierw zrobię, a potem odpocznę. Być może też od tego, że nikt ich w życiu nie wyręczał. Nie było takiego pana co to do pracy pójdzie, wstanie o piątek i dzieciom śniadanie uszykuje, po pracy pojedzie na działkę i jeszcze z dziećmi zadania odrobi. Niektórzy tak przywykli do wygód, że po ich stracie nie potrafią w ogóle odnaleźć się w życiu, wyłącznie narzekają i nie wiedzą jak zarządzać, żeby wystarczyło. Nieporadne życiowo.


Dlatego też chcę stąd uciec, wyprowadzić się. Chociażby na wynajem. Będzie ciężej, ale właśnie o to chodzi, żeby się usamodzielnić i "odtruć". Niestety relacje w domu i to jak mnie wychowano wpływa negatywnie na moje relacje z bliskimi osobami (im bliższymi tym gorzej). Cieszę się tylko z tego, że to sobie uświadomiłem, ja, obrażalski, zbyt poważny, egoistyczny, uparty typ. Niestety innych określeń pod swoim adresem ostatnio nie słyszę. Być może jednak przez to uda mi się trochę zmienić.


Zastanawiam się też ile jest we mnie siebie, a ile otoczenia. Jak wiele rzeczy (jak ta niechęć do makijażu) zostało mi podświadomie zaszczepionych. Nie potrafię sobie odpowiedzieć. Wiem, że kwestię światopoglądu starałem się zweryfikować i tutaj nie mam do siebie pretensji, lecz czy naprawdę jestem tak niezależny?


No cóż przynajmniej mam jasne plany co do kariery zawodowej, które być może pozwolą mi odpowiedzieć na powyższe pytanie. Wpadłem na genialny pomysł zrobienia studium z etyki i filozofii podczas studiów magisterskich, coby etyki w szkole nauczać. Przykładem tutaj może być mój wykładowca pedagogiki. Człowiek genialny i sangwinik do n-tej potęgi. odnalazłem swój autorytet i być może kiedyś mu dorównam. A póki co muszę walczyć o zdrowie psychiczne i doskonalić zdolność wykrzykiwania swoich racji (jako jedyny możliwy sposób komunikowania się w tym okropnym domu).


I jaką muzykę by tu załączyć? Coś nastrojowego czy wręcz przeciwnie...
Niech będzie nastrojowo.







Powszechny brak pracy dla młodych wykształconych 2012-04-18

W Tygodniku Powszechnym oczywiście. Samego tekstu postaram się nie analizować, gdyż wydaje się bagatelizować po części problem i prawie wcale nie porusza problemu pomocy socjalnej i poczucia bezpieczeństwa wśród społeczeństwa (przede wszystkim zrzuca winę na system szkolnictwa). Jest jednak wzbogacony o prolog i epilog składające się z wypowiedzi młodych studentów. W prologu mamy bardzo mądrą, wg mnie, wypowiedź 25 letniego mężczyzny pracującego na umowie śmieciowej od pięciu lat:



"Dorastamy w doświadczalnej demokracji "pookrągłostołowej" ze wszystkimi wadami kapitalizmu zachodniego oraz bagażem myślenia i postępowania odziedziczonym po rodzicach. W PRL było gówno [tu rozwinąłem skrót], ale po równo. Teraz jest wszystko, albo nic. Bez kasy jest się nikim."



Nie sposób się nie zgodzić, lecz niestety w epilogu znajdujemy jakoby zaprzeczenia tych słów:



"Otwarte granice, możliwość podróżowania, prawie nieograniczony dostęp do szkolnictwa wyższego. Z pewnością mamy dużo większe szanse niż pokolenie naszych rodziców."



I oczywiście można się z tym zgodzić, jeśli weźmie się pod uwagę małą, ograniczoną grupę społeczną z bogatymi rodzicami, którzy umożliwią rozwój. Szkoleń szkoleń jest mniej, zasiłków jest mniej, bezpłatna szkoła dla studentów okazuje się płatna (spróbujcie, a się przekonacie), podróżować mogą tylko bogaci... I tu również można porównać nasze życie z życiem w epoce socjalizmu. Były pieniądze, ale nie było wielu rzeczy do kupienia (jednak każdy miał zapewnioną opiekę państwa), zaś teraz nie ma pieniędzy, a lady sklepów z marmurowymi fasadami kuszą produktami dla najwybredniejszych (i zarazem najbogatszych). Klasa średnia nie istnieje, pomoc socjalna to fikcja, sypie się wszystko co państwowe... Na koniec dorzucę jeszcze jeden cytat z epilogu:



"Nie straszcie nas, ale też nie łudźcie nierealnymi idyllami. Nie chcemy ryb, bo te złowimy sami. Szukamy wędek. Pomóżcie nam je znaleźć i zacząć dorosłość(...) "



Wzruszające. Pozwolę sobie zapożyczyć tą alegorię, gdyż nikt tu nie pomyślał o osobach, które nie mają ani wędki, ani ryb. Cóż one mają zrobić? Nikt też nie wspomniał o tym, że osoba mająca rybki (i pewność, że nie zostanie z niczym) jest bardziej odważna, kreatywna i być może sama stworzyłaby wędkę o wiele bardziej wydajniejszą... Nikt nie bierze pod uwagę ludzi, którzy nie myślą o tym jak ulepszać swoje życie, tylko jak się przy życiu utrzymać...


Biedni głosu nie mają, bo biedni są biedni, bo sami tego chcą i tylko sobie są winni, że są biedni.


Na koniec zespół już nie istniejący (wokalista teraz udziela się w 'Hope'), a który zapadł mi w pamięci:







Libri amici, libri magistri - recenzje (7) 2012-04-07

"Książki przyjaciółmi, książki nauczycielami", czyli ocenię dwie kolejne książki, które udało mi się ostatnio przeczytać.


Jacek Piekara Miecz aniołów Moja ocena: 8.5/10


To kolejna część sagi o inkwizytorze Mordimerze, który, pomimo coraz większej liczby doświadczeń i wieku, nie traci werwy i wciąż tropi heretyków i czarnoksiężników na ziemiach Pana, który zstąpił z krzyża i wyrżnął w pień pół Jerozolimy. Jest to przedostatnia część serii i czekam na ostateczne zakończenie. Czy zwycięży sekta wierząca, że Chrystus zmarł na krzyżu? Czy inkwizutorium przestanie istnieć z powodu silniejszych wpływów papiestwa, czy może Madderdin umrze ze starości? To ostatnie trudno sobie wyobrazić, bo w ostatniej części czytamy, że nadal ma siły, by korzystać z uciech cielesnych (co oczywiście nie przeszkadza mu w wypełnianiu obowiązków).


Na minus tutaj jedynie powtarzające się zbyt często opisy sytuacji i nieskazitelnej moralności prowadzone przez samego Mordimera. Oczywiście jest to celowe działanie autora uwydatniające kpinę i ironię, lecz po kilku tomach może się już trochę znudzić. No i po tylu częściach spodziewałbym się już większej ilości opisów świata, w którym żyje Mordimer.


P.S. Okładka jest wspaniała. I jeżeli ktoś z ciekawości się jej kiedyś przyjrzy, to wcale mi nie chodzi o urodę pani na niej przedstawionej. Trzeba wejrzeć głębiej. Również rysunki dojrzewają razem z serią i są coraz lepsze.


Suzane Collins Igrzyska Śmierci Moja ocena: 7.5/10


Bardzo chciałem przeczytać tą książkę przed obejrzeniem filmu ale się nie udało. Wpadła mi w ręce parę dni temu. Bardzo dobry pomysł na książkę i ciekawa akcja. Zabieram się za kolejne części. Co ciekawe film i książka trochę się uzupełniają. W książce panuje narracja pierwszoosobowa (co jest wg mnie wadą) kierowana przez główną bohaterkę. Jest to wg mnie furtka, przez którą autorka pozwala sobie uciec od rozbudowywania świata, w którym toczy się akcja. Więc na minus: niewielka ilość opisów i nieco naiwna fabuła w niektórych momentach (choć niektórzy powiedzą, że jest tu po prostu wiele pozytywnych zbiegów okoliczności). Film rozbudowuje obydwa te aspekty. Pokazuje świat przedstawiony z innej perspektywy (niż tylko myśli bohaterki) i w swej fabule jest również bardziej naiwny (nie chcę tu zdradzać szczegółów, ale wiele osób zrozumie o co mi chodziło). Poza tymi dwoma błędami nie mam książce nic do zarzucenia. Jest oczywiście lepsza od filmu, bo mniej słodka, wspaniała i romantyczna (w filmie niektóre sceny były okropnie tendencyjne). Igrzyska to twór, który pojawił się na rynku i ma szansę zostać bestsellerem.


Koniec końców obydwie książki serdecznie polecam. Poprzednio oceniłem już:


Uczennica Maga Trudi Canavan Moja ocena: 6/10


Wampir z M-3 Andrzeja Pilipiuka Moja ocena: 8.5/10


SEKS jest BOSKI czyli EROTYKA KATOLIKA Ksawerego Knotza moja ocena 3/10

Umberto Eco "Imię Róży"
Moja ocena: 8/10


Nik Pierumow Brylantowy Miecz Drewniany Miecz Moja ocena: 9/10


Arthur C. Clarke Odyseja kosmiczna 2001 Moja ocena: 7.5/10


Jacek Piekara Ja Inkwizytor: Dotyk zła. Moja ocena: 8.5/10


Muszę dodać, że powyższe oceny mogłyby być nieco inne, w zależności od humoru jaki miałem w danej chwili o ochoty na daną książkę. Oceniam zupełnie sobiektywnie i teraz np zastanawiam się czy nie za wysoko oceniłem Pierumowa. Odnośnikiem i szczytem kunsztu w mojej skali jest Tolkien i jego Władca Pierścieni z dziesięcioma punktami. Chciałbym ocenić wszystkie książki jakie przeczytałem ale wielu już nie pamiętam tak dobrze i bałbym się oceniać je po takim czasie.


Na koniec może znów Kult...









e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]