Tomasz W. Opalenica | Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem... Humanizm, racjonalizm, ateizm, relatywizm!
A mogłem zostać księdzem... 2012-09-28

Wyobraźmy sobie, że ja, człowiek, bez wyższego wykształcenia (a co za tym idzie bez przygotowania pedagogicznego), zostaję dyrektorem placówki oświatowej i mam w tej szkole pełną władzę. Wszelkie protesty skierowane w tej szkole przeciwko mojej osobie... trafiają do mojej osoby. I ja oto, człowiek na najwyższym stanowisku w tej szkole organizuję z grupą animatorów otrzęsiny dla dwunastoletnich dzieci, w których to otrzęsinach dzieciaczki wędrują do mojego gabinetu po schodach na czworaka, gdzie ja siedzę sobie w samych slipach i na kolanach mam bitą śmietanę (ooops! Oficjalnie tylko piankę do golenia), którą uczniaki muszą z moich kolan zlizać. Wyobraźcie sobie, że nie zostaję pociągnięty do żadnej odpowiedzialności, zaś wszyscy mnie bronią przed zniewagą ze strony mediów. Sytuacja kompletnie nierealna. Zapewne wyleciałbym ze stanowiska i został o kilka rzeczy posądzony. Na pewno o to, że pełnię stanowisko dyrektora bez wyższego wykształcenia.


Sytuacja druga:


Wyobraźmy sobie, że ja, KSIĄDZ, bez wyższego wykształcenia (a co za tym idzie bez przygotowania pedagogicznego), zostaję dyrektorem placówki oświatowej i mam w tej szkole pełną władzę. Wszelkie protesty skierowane w tej szkole przeciwko mojej osobie... trafiają do mojej osoby. I ja oto, KSIĄDZ na najwyższym stanowisku w tej szkole organizuję z grupą animatorów otrzęsiny dla dwunastoletnich dzieci, w których to otrzęsinach dzieciaczki wędrują do mojego gabinetu po schodach na czworaka, gdzie ja siedzę sobie w samych slipach i na kolanach mam bitą śmietanę (ooops! Oficjalnie tylko piankę do golenia), którą uczniaki muszą z moich kolan zlizać. Nie zostaję pociągnięty do żadnej odpowiedzialności, zaś wszyscy mnie bronią przed zniewagą ze strony mediów. W tym rodzice i dzieci.... To już rzeczywistość.


Dlaczego nie zostałem księdzem? Byłoby w życiu o wiele łatwiej... Nikt by mnie nie zwolnił, nie martwiłbym się podnoszeniem liczby godzin dla nauczycieli czy obcinaniem dodatków. Nie zastanawiałbym się nad zwolnieniami ponad siedmiu tys. nauczycieli, kiedy ja owym nauczycielem chciałbym zostać. Mnie jako księdzu zwolnienie groziłoby najmniej. No i to stanowisko bez studiów wyższych.... Ach jaki ja byłem głupi z tą swoją uczciwością i człowieczeństwem.


"Gdybym był chamem ze sztachetą w ręku... ktoś by się ze mną liczył, gdybym rzucił cegłą"... Adaś Miauczyński powinien w tym miejscu powiedzieć:


"Gdybym był księdzem z krzyżem w ręku... wszyscy by się ze mną liczyli, gdybym tylko szepnął" .... Taka polska rzeczywistość.


I ktoś może powie, że rozwlekam ale właśnie obejrzałem Krzywe Zwierciadło o tej sprawie (http://www.ipla.tv/Krzywe-zwierciadlo-metody-wychowawcze/vod-5588919) i usłyszałem komentarz profesora, który sam wiele lat starał się o swój tytuł. Nie dość, że poglądy podobne to jeszcze dowiedziałem się o kilku kwestiach takich jak brak kontroli, czy bierność ze strony prokuratury i kuratorium.


Bulwersuje mnie to ogromnie. Tak samo bulwersowałoby mnie takie zachowanie ze strony osoby świeckiej. Tutaj jednak dochodzi ta cała okołobitośmietanowa paranoja związana z tym, że mamy do czynienia z księdzem, który jako człowiek święty w Polsce ma sczególne przywileje i nic się z takimi wydarzeniami, w związku z tym tytułem, nie robi.... Tym bardziej, że ksiądz w tym kraju uważany jest przez wielu za osobę z lepszą moralnością.


Czas 2012-09-25

Skończyło się nauczycielowanie. Przez prawie miesiąc byłem nauczycielem, o czym marzyłem od drugiej klasy liceum. Z początku nie było kolorowo. Potężny stres sprawił, że pierwsze dwie lekcje były beznadziejne, jednak wsparcie trzech osób zadziałało i się przełamałem. Przede wszystkim wsparcie tej jednej, która uspokajała, wyciszała i dodawała odwagi, lecz też pomoc dwóch nauczycielek była nieoceniona. Pomimo tej początkowej katastrofy usłyszałem słowa wsparcia i pochwały. To wszystko sprawiło, że uwierzyłem bardziej w siebie i już na kolejnych lekcjach mniej się stresowałem, lepiej byłem przygotowany i czerpałem z tego radość.


Wszystkie te doświadczenia utwierdziły mnie w przekonaniu, że chcę być nauczycielem. Szczególną satysfakcję daje uśmiech sympatii ucznia w kierunku nauczyciela. Dowiedziałem się również, że odniosłem "sukces pedagogiczny" (ciekawe czy jakikolwiek dydaktyczny również). Otóż rzekomy spokój, opanowanie i życzliwość sprawiły, że uczniowie mnie polubili i dopytywali się o lekcje ze mną (szczególnie jedna klasa trzecia). Schlebiło mi to cholernie.


Ponoć nauczycieli masowo zwalniają, a nie przyjmują ale ja zamierzam być nauczycielem i nim zostanę. Jakoś to sobie zorganizuję, doszkolę się... Już prawie mam kwalifikacje do nauczania rosyjskiego, ukraińskiego i WOSu (czego chciałbym nauczać najmniej), a jeszcze planuję filozofię i etykę opanować (moje kolejne marzenie)...


I znów jestem szczęśliwy jak nigdy. Jeszcze bardziej niż wcześniej. Minęły dwa lata, znów założę garnitur, pójdziemy do teatru i wszystko się zapętli Pamięcią Wody. W końcu jestem z kimś, kogo, w miarę upływu czasu, kocham coraz bardziej. Szkoda tylko, że tyle potrzebowałem czasu, żeby w końcu poznać co to jest, to uczucie przez duże 'M'.


 


***


I tak to sobie żyję ja, a tymczasem jakiś przesiąknięty katolickim duchem ksiądz, w, przesiąkniętej katolickim duchem, szkole każe sobie zlizywać z kolan bitą śmietanę. Co ciekawe ma to miejsce od kilku ładnych lat i nikt tego ciekawego wydarzenia kulturalnego (tak je niemal opisują obrońcy księdza) nie dostrzega. Być może i by dostrzegł gdyby nie to bezgraniczne zaufanie do instytucji Kościoła.


Rozpętała się wojna. Internetowy światek, jak i otoczenie księdza, bronią go zaciekle. Wszyscy twierdzą, że to bita śmietana nie była, a pianka do golenia (jakby to, cholera, miało kluczowe znaczenie dla sprawy). Co ciekawe wszyscy zabetonowani prawicowi konserwatyści mają problemy ze wzrokiem i nie widzą opakowania od bitej śmietany na zdjęciu. Zdjęcie zamieszczam w linku. Nie wstawiam, ponieważ mnie samemu chce się wymiotować, więc oszczędzam co wrażliwszym czytelnikom:


http://bi.gazeta.pl/im/2c/e6/be/z12510764Q,Otrzesiny-w-gimnazjum-salezjanskim.jpg


To wszystko nie jest dla mnie najgorsze. Najgorsza jest ślepa obrona księdza nawet przez rodziców dzieci... To wstrząsające. Cytuję:



W Liście protestacyjnym animator wyjazdu wyjaśnia, że kontrowersyjne zdjęcia z wyjazdu integracyjnego pokazują m.in. "kocenie", czyli, jak czytamy "zabawy towarzyszące początkowi nauki uczniów w wielu szkołach". "Jedną z czynności, jaką mieli wykonać uczniowie (nie tylko dziewczynki), było dotknięcie ustami pianki do golenia, której gruba warstwa znajdowała się na kolanach Księdza Dyrektora, a nie, jak podała telewizja, zlizanie z kolana księdza bitej śmietany. Ten przystanek na trasie kocenia nie był inicjatywą dyrektora" - piszą.



Grupa rodziców wyjaśnia też, że "zabawę" przygotowywali nauczyciele i animatorzy i że "odbyła się w radosnej atmosferze". "Ksiądz Dyrektor miał za zadanie przyjąć jedynie nieubliżający nikomu hołd kociaków, po czym pasował ich na uczniów" - dodają. Zapewniają, że "nikomu z nich przez myśl nie przyszło, aby uwłaczać godności podopiecznych".                       [LINK]



Zabawa odbyła się w radosnej atmosferze. Można oczywiście zakładać, że bluza księdza sama z siebie się uniosła w pewnym miejscu, ja jednak skłaniam się do zdania, że to podniosła atmosfera "kocenia" sprawiła, że ksiądz zachwycił się i podekscytował na duszy i ciele...


Jeżeli tak się bawią w katolickich gimnazjach to rzeczywiście mają świetną, rodzinną atmosferę tam. Cieszyć się tylko można z tego, że ksiądz pasował uczniów kijem, a nie.... kijem. Chociaż kto wie co było dalej. To obleśne do granic możliwości. Brak mi już słów.


Napisałbym tą notkę wczoraj ale usunęło mi ją, kiedy już kończyłem pisanie i nie mogłem tekstu odzyskać.... To jest jedynie marna jego kopia. Na koniec jednak dodam, tak na podsumowanie, ostatni cytat, który jest w tym wszystkim chyba najbardziej przerażający:



Trzecim materiałem opublikowanym na stronie jest list rodziców dzieci uczestniczących w wyjeździe. "Czujemy wielki niesmak i rozczarowanie (...). Trzeba mieć dużo złej woli i negatywnego nastawienia do człowieka, by nie znając kontekstu i okoliczności, w jakich zrobiono zdjęcie, sztucznie nadmuchiwać sensację, nie bacząc na to, że niszczy to dobre imię osoby, która ma wiele zasług dla młodzieży naszego miasta" - piszą.



Biedne dzieci owych ślepych rodziców... Co mi tam, dodam jeszcze wierszyk rodzica z otwartymi oczyma. Dla przeciwwagi:



BITA ŚMIETANA DO GOLENIA KSIĘDZA


 


Grzecznie kolana liż kapłana
Aż pianka spłynie na golenie
Zaprzeczy tata, zmilczy mama,
Że czart tu smyrał przyrodzenie

Wierni nie takie znają sztuczki
O których milczy encyklika
Zgwałcić się dają tylko suczki
Bo świętym samo się zatyka


http://mundurowi.salon24.pl/449008,bita-smietana-do-golenia-ksiedza


Ktoś mnie uświadomi 2012-09-23

co się w świecie działo? Ciałem i duszą byłem obecny ostatnio tylko i wyłącznie w gimnazjum i jeszcze chwilę pobędę. Odezwę się za dni parę.


 


O polityce bardzo mało słyszałem, a ze świata, że jakaś rodzina zastępcza zabiła i że wielka afera, że jak pilnują i jaka weryfikacja rodzin... czyli jak zwykle po szkodzie...


Fakty i Shity 2012-09-05

Zaczęło się nauczycielowanie. Początek kiepski, jak pójdzie dalej - zobaczymy. Trzeba dostrzec błędy, nareperować niektóre części programu i walczyć dalej.


Niektórzy takich zasad nie widzą; są ślepi na krytykę, albo czasem po prostu ktoś w pewnym momencie swojego życia staje się politykiem i zapomina o tym, że jest też człowiekiem.


Z mojej ulubionej gazety robi się powoli Fakt lub co gorsza jakaś Gazeta Polska z zabetonowanym punktem widzenia i obrzydliwymi okładkami (spalone zwłoki księdza-samobójcy na pierwszej stronie wzbudziły moje obrzydzenie). Ostatnio poza okładkami giną największe zalety tygodnika, czyli publicyści. Nie ma póki co Marka Szenborna, zniknął Kuba Wątły.


Kuba Wątły to ciekawa postać. Znika niespodziewanie z każdego miejsca, gdzie ktoś nie jest w stanie ścierpieć krytyki samego siebie bądź swojego środowiska, znika, kiedy oknami zaczyna wylewać się beton, znika i przenosi się w bardziej inteligentne kręgi. Chodzi o to, że Pan Kuba zbyt konstruktywnie próbował krytykować Ruch Palikota na łamach gazety, gdzie publikuje sam Palikot i gdzie szefem jest poseł startujący z list RP. I być może wcale by mnie to tak nie oburzyło, gdyby sprawa została załatwiona po ludzku ale zwalniać kogoś poprzez smsa? To niemal równie obrzydliwe jak wspomniana okładka.


Panu posłowi Kotlińskiemu coś się chyba pomyliło i napisał takiego oto smsa:



"...zrywamy współpracę. Twoje teksty bulwersują większość czytelników."



Poniżej przedstawiam komentarz Pana Wątłego w tej sprawie i nieopublikowany już felieton, który to tak bardzo nie spodobał się władzy wyższej:



"Należy się Państwu wytłumaczenie - oczywiście z mojego punktu widzenia, gdyż jedynie mój jest mi tak bliski i dla mnie jasny.

Oto fragment informacji, którą otrzymałem od red nacz FiM Romana Kotlińskiego: "...zrywamy współpracę. Twoje teksty bulwersują większość czytelników."


Pomijam już, że zrywając współpracę należy to zrobić osobiście, a nie poprzez sms. To kwestia klasy, którą ma się lub nie. Wierzę, że red nacz tylko na chwilę o niej zapomniał. A teraz konkluzja: nie ma żadnej większości czytelników która jest zbulwersowana tym co pisze. Jest mniejszość czytelników stanowiąca beton zapatrzony w Janusza Palikota i nienawidząca z takich czy innych powodów kościoła kat. Pisanie czegokolwiek na "nie" w odniesieniu do Palikota budzi agresję bo budzić ją musi - tak działa beton zarówno po lewej jak i prawej stronie naszej sceny. Nie to jest jednak powodem tego, iż FiM nie będą publikować moich wypocin. Powodem jest to, że w swoich felietonach najczęściej merytorycznie krytykowałem amatorkę i bezmózgowe działanie Ruchu Palikota którego posłem jest red nacz FiM. Wszystkiego pogodzić się nie da. A skoro tak to o powodach przerwania współpracy można mówić jak dojrzały facet, a nie zasłaniać się tzw "większością czytelników". W FiM można wszystko oprócz merytorycznego krytykowania Janusza Palikota i RP. Podobnie w Gazecie Polskiej nie da się przeczytać krytycznego tekstu o Jarosławie Kaczyńskim i PiS. Beton to zawsze beton. Mówię o tym od zawsze. I nie jest ważne po której stronie zaparkowana jest betoniarka. To zawsze jest żenujące. Na dowód słuszności mojej mglistej zapewne teorii (dla jednych oczywiście spiskowej), poniżej zamieszczam ostatni felieton, który nie został skierowany do druku w FiM. Wiem - ten tekst był napakowany faktami i konkluzjami obrazującymi jak miałki jest Ruch Palikota. Oceńcie Państwo sami.


OSTATNIA PROSTA PRZED KOŃCEM?

Sezon na ogórki, koty, wazelinę Hofmana, złoto Ambera powoli dobiega końca, choć kilka wątków przed chwilą wymienionych jeszcze trochę pożyje, a ostatni z nich będzie przetapiany, niczym lemiesze na miecze, by dobić Donalda Tuska i ogólnie Platformę Obywatelską. Dobijanie zresztą ma w polskiej polityce długą tradycję, wszak nic tak jak wspólny wróg Polaków-polityków zjednoczyć nie może. Szkoda tylko, że to „zjednoczenie” ma na celu jedynie zajęcie miejsca po PO i Tusku. Nic więcej na celu mieć nie może skoro na naszych oczach z dzióbków, najczęściej niezbyt urodziwych, piją sobie działacze PiS, Ruchu Palikota i SLD. Prym w tym towarzystwie wiedzie jak zwykle niezastąpiony spec od tracenia społecznej wiarygodności, czyli sam Janusz Palikot. Raz to Palikot chce zastąpić PSL swoim coraz bardziej nieruchawym Ruchem, a innym razem zaskakuje prof. Michała Kleibera informując społeczeństwo, że oto jest On kandydatem na nowego Premiera jak tylko uda się wykopać Tuska. Wiarygodność traci też Palikot informując nas, że w liście do Premiera gotów jest z Nim współpracować za rozsądną cenę poparcia niektórych światopoglądowych pomysłów Ruchu, połączenia KRUSu z ZUSem, etc... gdy nagle okazuje się, że niczego takiego w liście do Tuska nie było. Była za to marnej jakości publicystyka o której na swoim blogu pisze Janina Paradowska – z Palikotem o liście w Tok Fm rozmawiała i list czytała. I nijak ma się jedno do drugiego. Jakoś bardziej ufam Paradowskiej. Ruch Palikota, o ile przyjmiemy że jest „popłuczynami po rewolucji”, jak zwykł o Nich mawiać politolog dr Tomasz Kowalczuk (frankofil), to nie może jednocześnie być elementem salonu który kontestuje bo to rozdwojenie jaźni i to w najlepszym przypadku. W najgorszym to przypadkowość działań wynikająca z braku kompetencji, kadr i doradców, których interesem nie powinno być dobre samopoczucie Janusza Palikota, a kondycja ruchu, któremu przewodzi. Sam mam coraz większe wątpliwości czy Palikotowi chce się jeszcze w Ruch bawić, bo jak widać zlepek wielu idei pod jednym sztandarem w naszych realiach nie działa (patrz: AWS). Do tego jeszcze Palikot wpisuje się w nurt działań Kaczyńskiego, gdzie głównym motywem jest wina Tuska za wszystko wokół. To naprawdę słabe. Nawet bardzo. Nie wspomnę już o oskarżeniach wobec pomorskiej PO i jej działaczy... Niestabilność emocjonalno-polityczna Palikota będzie gwoździem do trumny Ruchu. Salon który uległ „modzie na Palikota” też wycofuje się okrakiem, a poza nim np. „Wolne Konopie” rozpowiadają jak to zostały same po wcześniejszym ich przetrawieniu przez Palikota właśnie. Palikot, Palikot, Palikot... antrykot. W dodatku nieświeży od letniego słońca, a i odgrzewany smakuje jak przeżuty. Powiedzmy sobie otwarcie: im dłużej Ruch Palikota z Palikotem będzie kojarzony tym marniej dla Ruchu. Z drugiej strony czym jest Ruch bez Niego? W sumie niczym, jeśli nie liczyć garstki ludzi, którym coś tam się chce i którzy coraz głośniej „brąchają”, że z tej mąki chleba nie będzie. Wie chyba o tym sam Palikot, bo te wszystkie chaotyczne, nomen omen, ruchy, które wykonuje, mają na celu jedno: władzę może nie, ale współwładzę. Bo tylko ona może zjednoczyć apetyty działaczy każdej partii rozbudzone gładkim wejściem do Sejmu i ciągle dobrym ,cholera wie czemu, samopoczuciem. Czcza gadanina o wyborach, oczywiście przyspieszonych, to bzdury, bo nie tylko Palikot wie, że wybory, tym bardziej przyspieszone, to RP poza Sejmem. A w konsekwencji to koniec Ruchu, bo tylko ugruntowane politycznie organizmy są w stanie przetrwać poza Parlamentem, a RP taki nie był i nie będzie – to właśnie Jego różnorodność może okazać się Jego przekleństwem na uchodźstwie, bo w Sejmie przekleństwem staje się na naszych oczach. Współwładza wygrana w tak kiepskim stylu? Ale styl chyba nie jest wazny, gdy na co dzień brak klasy. Współwładza RP w takim jak powyżej opisanym kształcie jednak nam nie grozi. Jeśli Palikot nadal poważnie myśli o polityce i to w aspekcie funkcjonowania RP, to schemat jest w sumie prosty, bo pozwoli nie tyle odbudować co rzeczywiście, po raz pierwszy, zbudować RP, a poza Sejmem ostanie się On jedynie tymi, którzy o działalności publicznej myślą w miarę poważnie, zatem: najpierw muszą odbyć się wybory, które RP przegra. Jak już przegra to będzie miał dwa wyjścia: rozpaść się, co obstawiam bardziej, lub stać się prawdziwą, przewidywalną i odpowiedzialną partią polityczną z większością nowych ludzi – szczególnie w terenie, któremu strukturalnie RP brak. Potem przyjdzie czas na pracę u podstaw, której RP nigdy nie wykonał bo nie musiał: tezy, dyskusja, program, eksperci, etc... A później przyjdą kolejne wybory. I to będzie pierwsza, prawdziwa szansa nie tyle dla RP lub tego co powstanie w jego miejsce, co dla wyborców, których zaufanie Palikot zawiódł. W obecnym kształcie Palikot i jego Ruch wchodzą na ostatnią prostą przed końcem."


 



Cała sprawa jest bardzo przykra i gdyby nie ostatnie ostoje inteligencji w tej gazecie (jak Adam Cioch, Marek Krak czy Justyna Cieślak) to już w ogóle nie brałbym jej do ręki.




http://www.ipla.tv/Krzywe-zwierciadlo-echa-afery-amber-gold/vod-5583823


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]