Tomasz W. Opalenica | Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem... Humanizm, racjonalizm, ateizm, relatywizm!
Serce, jak zawsze, po lewej stronie, lecz bije nieco wolniej 2014-11-26

Wybory samorządowe mam za sobą i przed sobą. Cieszę się, że w pierwszej turze na burmistrza Opalenicy prowadził Tomasz Szulc - mój były nauczyciel, wicedyrektor szkoły i wg. mnie osoba kompetentna. Nie wiem po której stronie u niego bije serce, ale to niezbyt istotne w wyborach w tak małej miejscowości. Liczy się raczej chęć zmian.


Do rady dostały się również dwie młode osoby. Tak jak mi i kumplowi się kiedyś nie udało, tak oni (ze wsparciem starszych i doświadczonych "polityków" - od siedmiu boleści) pokonali innych kandydatów. Trochę żałuję, że sam nie startowałem. W moim okręgu było teraz tylko czterech kandydatów (kiedy ja startowałem było ich prawie dwa razy więcej), więc może by się udało. Być może za 4 lata spróbuję ponownie i wtedy się uda? Zobaczymy gdzie i kim wtedy będę.

Przyszłość to teraz wielki znak zapytania. Być może cudem uda mi się znaleźć pracę na stanowisku nauczyciela, a może będę pracował w biurze i wykorzystywał znajomość rosyjskiego i ukraińskiego? Prawdopodobna jest też praca na stanowisku barmana lub kelnera, czy też na wózku widłowym (choć to mnie najmniej pociąga).


Wracając do wyborów, mam w dupie to całe zamieszanie w kwestii fałszowania i opóźnień. Złośliwość rzeczy martwych mnie nie dziwi. Ilość głosów nieważnych również - wielu ludzi idzie głosować na swojego radnego czy burmistrza, a sejmik ma po prostu w dupie. Ja sam się długo zastanawiałem na kogo zagłosować i zagłosowałem na ostatnią osobę na liście SLD, bo wyjątkowo nie znałem nikogo. Trochę żałuję, bo to co robi teraz Lesio Miller jest śmieszne. Było oddać głos na Twój Ruch.


Tak, jak w tytule, serce bije nieco wolniej, ale z lewej strony przemieszczać się nie zamierza. Nigdy też nie zapała miłością do dwóch partii, które od wielu już lat dominują sceną polityczną w Polsce.


Teraz piosenka, którą Wojciech Mann często puszcza na zakończenie audycji i która mnie pozytywnie rozwala:







Obwód głowy nieco za szeroki 2014-11-06

Jedna z najnowszych premier Teatru Nowego porusza temat polskich dzieci zabranych rodzinom podczas drugiej wojny światowej i wywiezionych do Niemiec, do nowych "Mutti". Oczywiście nie wszyscy dostąpili takiego "zaszczytu". Aby Lebensborn zabrał dziecko, musiało ono posiadać odpowiednie cechy aryjskie - blond włosy, niebieskie oczy i wiele innych... gdzieś tu nawet mowa o obwodzie głowy. Problemy dorosłych już dzieci są dla nas zupełnie nietypowe: Kim są moi rodzice? Jaka jest moja narodowość? Mało kto zadaje sobie takie pytania.


Odpytywani przez dziennikarza dorośli bohaterowie muszą zmierzyć się ze swoimi wspomnieniami, przedstawionymi na deskach teatru. I tutaj szok, jakiego doznałem: na scenie pojawiają się dzieci. Grają świetnie i dobrze rozumieją to co dzieje się wokół. Mająca około czterech lat dziewczynka doskonale wie jak się zachować i rozumie, że to szarpanie przez mamę jest zupełnie na niby.


Cały spektakl okraszony jest świetnymi efektami. Dźwięk, multimedia są świetnie dopasowane. Można się zdziwić, kiedy nagle z tylnej ściany sceny, pod wpływem wyświetlacza, powstają drzwi, z których wychodzą oficerowie niemieccy. To wszystko świetnie współgra. Tym bardziej, że przedstawione historie są prawdziwe. Na pierwszej premierze pojawiła się nawet Alodia Witaszek, której historia została przedstawiona w tym spektaklu.


Gdybym lubił dramaty to bym ocenił ten spektakl jako świetny. Niestety dla mnie chyba każdy dramat będzie przedramatyzowany. Tak sądzę i o tym. Więc całe przedstawienie uznaję za dobre.


 


Polecam wszystkim, którzy choć trochę bardziej ode mnie lubią dramaty.


 


Na koniec na imię mam Młynek, a nazwisko Kawowy:





e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]