Tomasz W. Opalenica | Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem... Humanizm, racjonalizm, ateizm, relatywizm!
Słoiki 2015-04-28

Nowy serial Polsatu opowiada o osobach spoza Warszawy dojeżdżających tam z torbą słoików w celu znalezienia pracy lub studiowania. Ci nieogarnięci, pozbawieni stylu ludzie mają problem, żeby wejść na porządną imprezę, ale dobrzy (z pozoru) znajomi Warszawiacy z krwi i kości zawsze im pomogą. Ci z kolei są ostoją stylu i najnowszej mody. Pojawiają się źli Warszawiacy i ci dobrzy, którzy ratują z opresji tytułowe Słoiki.


Dekiel przez cały czas trwania serialu nam towarzyszy (co jakiś czas wirując), a na początku i końcu pojawia się piosenka Big Cyc - Słoiki


słoik


Naiwni i głupi Słoikowie (kiedy już wszystko zjedzą) często wpadają w tarapaty. Ich źródłem bywają źli i sprytni Warszawianie. Jednak w ostatecznym rozrachunku Słoik (choć głupi i bez stylu) zostaje uratowany przez dobrego Warszawianina. Niekiedy wraca do swojej małej ojczyzny, ale najczęściej zachwyca się Warszawą i tam zostaje. Zaczynają go wpuszczać do klubów, gdzie jest selekcja, bo nabiera stylu i "mądrzeje". I Nowowarszawianin - już nie słoik - zaczyna żyć w stolicy (choć zapewne czasem nadal wraca od rodziny z porcją słoików w torbie).


Kto był na tyle głupi, żeby stworzyć coś takiego? Niewątpliwie musiał mieć z deklem. Tak samo Big Cyc tutaj nie zabłysnął. Można by pomyśleć, że Warszawa w tym wypadku to jakiś inny świat, zaś intruzi ze słoikami nie powinni się do niego pchać, bo albo na tym stracą albo stracą trochę siebie i się dostosują. TRAGEDIA.


Na koniec nie puszczę tutaj Big Cyca ale "słoiki nadziane sedesem" (pierwszy raz po pierwszej minucie). Sedesem czuć na odległość w tym paradokumencie.





I jeszcze raz. Twórcy musieli obmyślać plan scenariusza tak jak robi to The Bill:





Moja bliskowzroczność 2015-04-02

Czuję, że przyszła pora, żeby coś tu napisać. Tylko co? Za oknem śnieg, przed oczami praca magisterska i związany z pogodą brak pracy. Poza tym święta za pasem. Jakoś tak mocniej je ostatnio przeżywam. W zupełnie innej atmosferze, której przez wiele lat mi brakowało. Choć jestem ateistą to wcale mi nie przeszkadza ta cała religijna atmosfera, bo oprócz tego jest to święto rodzinne i czuję się (tak jak podczas gwiazdki) szczęśliwy, że mogę je spędzić z tymi wszystkim osobami, z którymi je spędzę.


I jeszcze się nie martwię nadchodzącymi problemami ze znalezieniem pracy. Jeszcze nie odczuwam niepokoju związanego z tym, że wybrałem tak mało perspektywistyczny kierunek studiów i że zapewne nie będę pracował w swoim zawodzie. Na razie martwi mnie samochód, który kupiliśmy. Być może będzie to całkiem wdzięczne autko, ale może się też okazać kompletnym złomem.


Politykę też mam gdzieś. Pójdę, zagłosuję, głęboko wierząc, że nawet jeśli zostanie wybrany ktoś inny to i tak na życie przeciętnego Kowalskiego to nie wpłynie (chyba, że ten Kowalski będzie należał do rodziny nowego lub byłego prezydenta).


Poza tym odkrywam na nowo z sentymentem stare gry komputerowe i patrzę radośnie na półki pełne książek, czekających na przeczytanie. Czyta się Wiedźmin (wielu może zdziwić fakt, że dopiero teraz), czeka Glukhovsky, czeka opowieść wigilijna, wciąż czeka Tolkien po polsku i po rosyjsku, a przeczytała się niedawno książka z dzieciństwa, którą dostałem zupełnie niespodziewanie na urodziny od narzeczonej: Momo, albo osobliwa historia o złodziejach czasu i dziewczynce, która odzyskała dla ludzi skradziony im czas.


Tak to sobie żyję. Coraz mniej mnie oburza i przejmuje z dalekiego świata polityki, a coraz więcej ważnych rzeczy odnajduję blisko siebie. I wcale źle mi z tym nie jest. Mniej nerwów się traci.


Kręci mnie fakt, że na Woodstocku zagra Frontside - jedyna kapela, na której jeszcze nie byłem, a tak bardzo chciałem być:







Oj się będzie działo, grubo będzie, będzie pogo i zdarte gardło. I choć ostatnio złagodniałem muzycznie to ten zespół nadal pozostaje moim ciężkim wyjątkiem. Tylko już długich włosów brak, żeby sobie nimi pomachać.


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]